| Forum Alchemia || Forum Nurkopedia || Forum Kraken || Forum VIP Divers || Forum Zanurkuj |

Nurkowanie i wakacje na GOZO

Moderator: Kadra

Nurkowanie i wakacje na GOZO

Postautor: Piotr_Kuba » 2014-06-28, 17:02

Każde miejsce z perspektywy czasu zmienia swój obraz. To, po pierwszym tygodniu było zaskakujące, po miesiącu piękne, po pół roku nadal ciekawe. Przyjeżdżając tu na tydzień, nie jesteśmy w stanie poznać wszystkich uroków tego miejsca. Podwodnych uroków w szczególności. Wsiadając w samochód, możemy objechać całą wyspę w kilka godzin. Pieszo zajmie nam to kilka dni. Aby dobrze poznać cały tutejszy podwodny świat, musimy poświęcić na to przynajmniej kilka miesięcy.

Jakiś czas temu usłyszałem od znajomych nazwę Gozo, jako kolejnego miejsca nurkowej wyprawy. Ponieważ brzmiało dość egzotycznie, spojrzałem na mapę i ku mojemu zdziwieniu okazało się, że jest to jedna z maltańskich wysp na Morzu Śródziemnym, odległa o 90 kilometrów na południe od Sycylii, do której nawet nie potrzebuję mieć paszportu, ponieważ od 2004 roku, Malta jest członkiem Unii Europejskiej i należy do strefy Schengen. Ważna informacja dla podróżujących – poza bardzo zbliżonym do arabskiego językiem maltańskim, drugim językiem urzędowym na Malcie, znanym i używanym przez wszystkich tubylców jest język angielski.

Ponieważ znajdujemy się już dość blisko Afryki, musimy spodziewać się też wysokich temperatur, na szczęście łagodzonych przez położenie z dala od kontynentów. Średnio temperatury powietrza utrzymują się na poziomie 14-16 stopni od stycznia do kwietnia, wzrastając później po kilka stopni miesięcznie do około 26 stopni w czerwcu, 30 stopni od lipca do września oraz po kilka stopni w dół w październiku i listopadzie do około 16 w grudniu. Oczywiście maksymalne temperatury powietrza dochodzą nawet do ponad 40 stopni w lipcu i sierpniu, dlatego należy rozsądnie podchodzić do tematu doboru skafandra, garderoby na wyjazd, odpowiedniego filtra do opalania czy nakrycia głowy. Temperatura wody w zimie nie spada poniżej 14 stopni a w lecie osiąga nawet 28 stopni. Dla tych, którzy chcą aktualnych informacji na temat pogody i dość pewnych, krótkoterminowych prognoz, polecam stronę http://www.gozo.ws. Jak na wyspę przystało, warunki wietrzne są zmienne i często nieprzewidywalne. Każdy dzień nurkowy rozpoczynamy od sprawdzenia kierunku wiatru i wybrania odpowiedniej części wyspy, osłoniętej lądem. I właśnie to jest tutaj najpiękniejsze – zawsze jesteśmy w stanie wybrać miejsce w koło wysp, które będzie osłonięte od wiatru, a dojechanie czy dopłynięcie tam zajmie nam nie więcej niż 30 minut.

Koleje losu sprawiły, że dane mi było spędzić w tym uroczym miejscu prawie 7 miesięcy 2012 roku, wykonując w miedzy czasie 330 nurkowań. Od pierwszego do ostatniego dnia pobytu na wyspie, nie zdążyłem się nią znudzić, będąc zachwycony tym miejscem, mimo że całe Gozo ma w najdłuższym miejscu 14 kilometrów a w najszerszym całe 7. Zdając sobie sprawę, że nie zawsze wybieramy się na wyprawy nurkowe wyłącznie w gronie nurków, postaram się zawrzeć tu również informacje przydatne dla osób nienurkujących.

Malta stała się w ostatnim czasie nowym, rozwijającym się kierunkiem dla polskich nurków, również dzięki uruchomieniu przez tanią linię lotniczą Ryanair bezpośrednich połączeń, póki co z dwóch polskich miast – Krakowa i Wrocławia oraz przez Wizz Air z Gdańska. Przeloty realizowane są dwa razy w tygodniu – we wtorek i sobotę z/do Wrocławia, we środę i niedzielę z/do Krakowa oraz poniedziałek i piątek z/do Gdańska . Pewną niedogodnością może być zawieszanie lotów na okres zimowy pomiędzy końcem października a marcem. Koszt przelotu w obie strony z 20 kilogramowym bagażem rejestrowanym i 10 kilogramowym bagażem podręcznym wynosi około 600-1000 złotych, w zależności od tego, jak wcześnie zdecydujemy się na rezerwację biletu. Dla osób „uzależnionych” od nadmiaru własnego sprzętu, jest również opcja dojechania tu samochodem, korzystając z przeprawy promowej z Sycylii bądź Genui. Z pewnością koszt i czas takiego rozwiązania przewyższa wyprawę samolotem, ale czasem tęsknota za własnym twinem nie zna granic.

Mimo małych rozmiarów wyspy, znajdziecie na Gozo kilkanaście centrów nurkowych, które oferują kompleksową organizację pobytów nurkowych zarówno dla osób indywidualnych jak i większych grup. W bazach nurkowych możecie załatwić właściwie wszystko, od zakwaterowania w pokojach hotelowych, apartamentach i farmhouse’ach z basenem, przez wypożyczenie samochodów, rowerów, quadów, skuterów, łodzi, transfery, organizację wycieczek, rejsów po oczywiście nurkowanie, w szerokim tego słowa znaczeniu. Bazy oferują porównywalne usługi i ceny, więc kryteria wyboru tej jedynej, pozostawiam czytelnikowi.

Zakładając, że wybraliśmy opcję lotniczą i znaleźliśmy się na lotnisku w Luqa, kilka kilometrów od stolicy Malty Valetty, mamy kilka możliwości dotarcia na Gozo:
• Najbardziej wygodną wydaje się skorzystanie z transferu, zorganizowanego przez centrum nurkowe, bądź hotel, które wybierzecie na swój pobyt. Przejazd z i na lotnisko, kosztuje około 80 € za 1 osobę. Im więcej osób, tym koszt transportu staje się mniejszy: 2 osoby - 90 €, 3 osoby - 100 €, 10 osób - 170 €, itd. Kierowca czeka na lotnisku z kartką z nazwiskiem osoby rezerwującej, zabiera nas do Cirkewwa, gdzie przesiadamy się pieszo na prom, a po drugiej stronie kanału odbiera nas inny kierowca, innym samochodem. Dla mocno obciążonych bagażem, jest możliwość załadowania bagaży na zamykany wózek, który obsługa przewiezie na prom. Droga powrotna w dzień wylotu, wygląda podobnie.

Prom Gozo Channel.jpg
Prom Gozo Channel.jpg (31.3 KiB) Przeglądany 4644 razy


• Kolejna możliwość, to wynajęcie samochodu na cały okres pobytu na Malcie. Ponieważ ukształtowanie terenu jak i jakość tutejszych dróg są dość specyficzne, dla bezpiecznego poruszania się po Gozo najrozsądniejszym wyborem będzie samochód terenowy. Dzienny koszt wypożyczenia samochodu to około 20 €. Im dłużej, tym taniej. Aby wypożyczyć samochód musimy posiadać prawo jazdy wydane w Unii Europejskiej, ukończony 25 rok życia oraz świadomość, że jak na byłą kolonię brytyjską (do 1964 roku) przystało, ruch odbywa się po lewej stronie drogi. Po kilku dniach, można do tego przywyknąć… Można skorzystać ze znanych, renomowanych wypożyczalni, które znajdziecie na lotnisku lub z miejscowych „garaży”, w których można znaleźć swoje nurkowo-wycieczkowe Maruti Gypsy.
• Najtańszą ale wcale nie najgorszą opcją dojazdu, jest skorzystanie z lokalnej komunikacji autobusowej firmy Arriva. W 2011 roku wymieniony został cały tabor na nowe, klimatyzowane (czasem aż za bardzo) autobusy. Spod lotniska do terminalu promowego w Cirkewwa , można dojechać w około 65 minut ekspresowym autobusem X1, a spod terminalu w Mgarr na Gozo autobusem 301 w około 15 minut do terminala autobusowego w stolicy Gozo Victorii (Rabat), skąd można dostać się w mniej niż 30 minut w każdy zakątek wyspy. Cena biletów, które można kupić w automatach przy przystankach lub u sympatycznego kierowcy w autobusie, to 2,20 € za bilet dwugodzinny lub 2,60 € za bilet jednodniowy. Autobusy kursują od 6 rano do 23 wieczór.

Niezależnie od rodzaju transportu jaki wybierzemy, każdy wymaga skorzystania z przeprawy promowej Gozo Channel Line. Podróż promem, w czasie której można podziwiać widoki na Comino i Cominotto (skalistych wysepek pomiędzy Gozo i Maltą) oraz skorzystać ze snack baru i sklepiku na pokładzie, trwa około 25 minut. Opłatę w wysokości 4,65 € uiszcza się tylko jeden raz, przy powrocie na Maltę. Wsiadając na prom, po raz pierwszy można ujrzeć zaskakującą przejrzystość tutejszego morza.

Ponieważ każdy kieruje się innymi motywami wybierając miejsce na wakacje czy wyjazd nurkowy, zastanówmy się, co może skłonić przeciętnego nurka Kowalskiego do przyjazdu właśnie tutaj? Dla ostrożnych będzie to fakt, że nadal pozostajemy na terenie Unii Europejskiej, jedziemy do kraju chyba bardziej katolickiego niż jakikolwiek inny w Europie, zawsze przyjaznego i uśmiechniętego, mając w portfelu wyrobioną w 5 minut kartę EKUZ i świadomość, że zarówno na Malcie jak i na Gozo, szpitale wyposażone są w komory dekompresyjne.

Dla leniwych, przekonujące może być to, że dolecimy tu w nie całe 3 godziny jednym samolotem, bez potrzeby wyrabiania nieważnego od dawna paszportu, zabierając jedynie swój dowód osobisty. Ciepłolubnych przekonać może spadająca do 14 stopni temperatura wody i powietrza w środku zimy oraz oscylująca w okolicy 30/40 stopni w lecie, a rozpuszczonych podmorskimi widokami kolorowych raf i ryb to, że nigdzie indziej nie spotkamy takiej liczby skalnych tuneli, kawern, jaskiń i przepięknych formacji skalnych, miękkich korali oraz bogatego życia podwodnego i kilkudziesięciometrowej przejrzystości.

Dla nurków technicznych, poza wieloma wrakami w koło Malty i Gozo, zachęcająca będzie wszechobecna głębokość, sięgająca w większości miejsc 60-100 metrów. Są też i tacy, którzy odwiedzają Gozo wyłącznie ze względu na zamieszkujące tu koniki morskie i hodowane na ogromnych farmach tuńczyki. O ile do obejrzenia 80-300 kilogramowych tuńczyków wystarcza tylko dobra pogoda, to do spotkania konika morskiego niezbędna będzie cierpliwość i skupienie wynagradzane niezapomnianym widokiem tego wyjątkowego stworzenia.

Na koniec pozostaje nam przekonać do tego miejsca nienurkującą rodzinę. Jeśli dotrwacie do zakończenia całej serii artykułów o Gozo, przekonacie nawet najbardziej zatwardziałego przeciwnika jakichkolwiek podróży.

Jeszcze jedno przed rozpoczęciem pakowania – możemy zapomnieć wszystkiego, ale buty nurkowe na grubej podeszwie będą tutaj niezbędne. Do większości miejsc nurkowych, musimy dostać się maszerując po bardzo ostrych skałach, pamiętając o nich również na dnie, wyściełanym oczywiście przez wszędobylskie jeżowce. Takim samym, świetnym rozwiązaniem na tutejsze nurkowiska, będą długie skafandry zamiast short’ów i cienkie rękawiczki, które uchronią nas przed nagminnymi tu skaleczeniami i otarciami.
Gotowi? No to lecimy!
Piotr Kuba Jakubczak
e-mail: piotr.jakubczak@kraken.pl
Awatar użytkownika
Piotr_Kuba
Klubowicz Krakena
Klubowicz Krakena
 
Posty: 200
Rejestracja: 2008-08-15, 18:07
Lokalizacja: Kraków
Płeć: Mężczyzna
Stopień nurkowy: IDC STAFF

Blue Hole, Azure Window, Coral Garden, Coral Cave

Postautor: Piotr_Kuba » 2014-06-28, 17:06

Zamieszkałe przez niewiele ponad trzydzieści jeden tysięcy mieszkańców Gozo, przy powierzchni 67 km2, jest w stanie zawstydzić swoimi widokami i atrakcjami o wiele większe wyspy czy nawet całe państwa. Nurkową podróż po Gozo, rozpoczniemy od pocztówkowego wizerunku Malty, czyli okolicy miejscowości Dwejra, gdzie znajdują się najpiękniejsze widoki Gozo, z Azure Window na czele. W jednym miejscu, znajdziemy kilka miejsc nurkowych i kilkanaście tras, które zadowolą najwybredniejszych.

Dwejra, to zachodnia strona wyspy, wpasowana w przerwę między kilkudziesięciometrowymi klifami. Ze względu na specyfikę miejsca i bezapelacyjnie zapierające dech w piersiach widoki, możemy pozostawić tutaj na kilka godzin, ze spokojnym sumieniem, nienurkująca rodzinę. Miejsce to, jest najlepiej przystosowanym do obsługi turystów, również tych nurkujących. Przy przestronnych parkingach, zapełnianych w ciągu dnia przez kolejne samo-chody z centrów nurkowych, autokary i wynajęte auta pojedynczych turystów, znajdziemy małą kaplicę, restauracje, kilka snack barów, wszechobecne stoiska z pamiątkami, mobilną lodziarnię, toalety i prysznic, zbawienny po nurkowaniu w mocno słonej, śródziemnomorskiej wodzie.
Pojawiają się restauracje, pojawia się pytanie o maltańską kuchnię. Nie uciekniemy od nich, ponieważ każdy nurek po wyjściu spod wody marzy o jedzeniu. Nie zagłębiając się w genezę kształtowania się kuchni maltańskiej, napiętnowanej napływami kolejnych najeźdźców (to akurat temat na osobny obszerny artykuł), można zgeneralizować, że na całej wyspie króluje kuchnia śródziemnomorska. Nie będzie zawiedziony ten, który jedzie tu z nastawieniem zjedzenia „dobrej rybki”, oryginalnej pizzy czy wyszukanego makaronu. Właściwie wszystko to (z niewielkimi wyjątkami), co zobaczymy w trakcie kolejnych nurkowań, można spotkać później w menu miejscowych knajpek - przeróżne gatunki ryb, ośmiornice, kalmary, langusty, małże czy krewetki. Dla nie przepadających za owocami morza pozostaje wybór pomiędzy wieloma potrawami kuchni włoskiej - np. wyśmienite pizze i makarony.

Dla szukających wybitnie tradycyjnej maltańskiej potrawy, jedyne co udało mi się usłyszeć od miejscowych i spróbować samemu, to królik duszony w białym winie i wołowina, którą chwalą się Maltańczycy. No może jeszcze jedno - pomidory to jedna z niewielu roślin wraz z melonami i oliwkami, które są w stanie rosnąć na tej skalistej, wysuszonej glebie, dojrzewające w pełnym słońcu są naprawdę pyszne i godne polecenia pod każdą postacią.
Skoro już wiemy, co zjemy po nurkowaniu, wróćmy do naszego pierwszego miejsca nurkowego. Już w trakcie ostatniego, serpentynowego odcinka drogi pokrytego nowym asfaltem (kiedy poznacie tutejsze drogi, docenicie tę informację), naszym oczom ukazuje się monumentalny widok ogromnych skał, stromo opadających do błękitnego morza.

Od lewej strony, jedna z większych, wyrastających z wody skał Fungus Rock, osłaniająca niewielką, płytką zatokę – schronienie podróżujących jachtów. Kolejna to płaska, przypominająca unoszącego się w wodzie krokodyla Crocodile Rock, będąca jednocześnie ciekawym miejscem nurkowym tak samo, jak dwie pobliskie skały – Little i Big Bear, skrywające między sobą jedną z tutejszych jaskiń. Na wprost, za ogromną połacią skalnego deptaka, zapełnionego zwykle zapalonymi fotografami amatorami, rozpościera się morze, a po prawej, szczelina prowadząca do tutejszego Blue Hole oraz najbardziej rozpoznawalny widok z Malty czyli Azure Window.

Azure Window.jpg
Azure Window.jpg (51.29 KiB) Przeglądany 4644 razy


Praktycznie w jednym miejscu mamy przynajmniej 3 wejścia do wody, nie licząc Inland Sea, które będzie tematem osobnego opisu. Najbardziej popularnym jest oczywiście wejście przez Blue Hole. Zanim dojdziemy do tego miejsca, musimy pokonać kilkadziesiąt metrów skalistej drogi, schody i wyglądającą dość ekstremalnie ścieżkę po skałach, z wydrążonymi stopniami, która zaczyna być kłopotliwa dla osób z twinsetami i stage’ami, czy tych mocno obciążonych balastem.

Blue Hole z góry.jpg
Blue Hole z góry.jpg (61.32 KiB) Przeglądany 4644 razy


Przypomnę jeszcze raz – buty nurkowe obowiązkowe! Samo wejście to owal o średnicy około 4-5 metrów, odgrodzony od otwartego morza, półtora metrową ścianką i pokaźnych rozmiarów skałą. Taka budowa wejścia pozwala na bezpieczne rozpoczęcie i zakończenie nurkowania nawet przy dość mocno wzburzonym morzu. Głębokość tutejszego Blue Hole to około 15 metrów, a wypłynięcie na zewnątrz jest pod łukiem na 7 metrach. Już po zanurzeniu spotka nas pierwsza niespodzianka – mała, całkowicie zamknięta jaskinia o maksymalnej głębokości 17-18 metrów i długości około 12 metrów.

Blue Hole .jpg
Blue Hole .jpg (10.23 KiB) Przeglądany 4653 razy


Z każdego miejsca tej jaskini, widoczne jest światło wejścia, więc wpłynięcie tam z partnerem, latarką i odpowiednim zapasem powietrza, nie powinno nikomu sprawić kłopotu. Bardzo często z perspektywy tej właśnie jaskini, podwodni fotografowie wykonują świetne ujęcia Blue Hole i łuku pod nim. Po wypłynięciu spod łuku, naszym oczom ukazuje się opadające tu łagodnie do 80 metrów po lewej stronie i do 50-60 metrów po prawej stronie dno, pokryte wielkimi głazami i setki mniejszych czy większych morskich stworzeń.
Najbardziej popularnymi organizmami tutaj są różnego rodzaju wielokolorowe gąbki, miękkie korale, ukwiały, meduzy, rozgwiazdy, jeżowce, morskie ogórki, ośmiornice, langusty, kraby, ślimaki nagoskrzelne… i oczywiście ogromna liczba przeróżnych gatunków ryb, wśród których największym uznaniem nurków cieszy się osiągający nawet do półtora metra, dość płochliwy grouper. Z największych niespodzianek, których doświadczyłem w tym miejscu, to spotkana podczas nocnego nurkowania masa, błyszczących małymi oczkami krewetek, oraz bardzo rzadki, pokaźnych rozmiarów ślimak - tryton.

Płynąc w prawo w kierunku Azure Window, skalnego łuku, który łączy wyrastającą z morza skałę z lądem, natrafiamy na ogromny biały odłamek, który oderwał się w kwietniu 2012 i opadł na dno. Podstawa łuku, opada stromo od strony morza do 30 metrów głębokości. Najczęściej nurkowie opływają Azure Window dookoła, spotykając tam często wiszące w toni groupery i polujące, podobne do tuńczyków amberjacki. Aby je zobaczyć, musimy odwrócić co jakiś czas głowę od ścian rafy i wypatrywać ich w toni, uganiających się za morską drobnicą. W zależności od pory dnia, z jednej lub drugiej strony „okna” ujrzymy piękny, podwodny widok, rysującego się w świetle słońca kształtu.
Jeśli skierujemy się w lewą stronę, wzdłuż ściany dopływamy do szczeliny między skałami, tworzącej prawie pionowy komin, rozpoczynający się na 16 metrach, przez który można swobodnie przepłynąć z butlą na plecach i wypłynąć na 6-7 metrach w pobliżu Coral Garden, kolejnego miejsca wejścia/wyjścia. Jak sama nazwa wskazuje jest to miejsce, wyglądające jak koralowy ogród, szczególnie piękny, kiedy doświetlony jest ostrym słońcem.

O ile w poprzednim miejscu wskakujemy od razu do głębokiej wody, tutaj możemy wejść swobodnie do głębokości nieco ponad 1 metra i rozpocząć nurkowanie w ogrodowych zakamarkach schodzących do 5-7 metrów. Jest to wspaniałe miejsce do uprawiania snorkelingu oraz kąpieli. Jeśli ktoś chciałby rozpocząć przygodę z nurkowaniem, ogród również daje nam taką możliwość, aby przeprowadzić nurkowe intro w tym miejscu.
Dla osób nie znających tej okolicy, aby uniknąć zgubienia się w podwodnym labiryncie, najlepiej trzymać się lewej ściany i dopłynąć do jednego z moich ulubionych miejsc widokowych pod wodą, czyli skalnego siodła, otwierającego drogę do wielkiego błękitu. Kiedy dopływamy do tego miejsca, wypatrując po drodze często ukrywających się tu muren, kolorowych gąbek i korali, przed sobą nie widzimy nic poza niebieską otchłanią, ponieważ ściana na zewnątrz opada pionowo do 30 metrów.

Z tego miejsca również możemy wybrać dwa kierunki. Pierwszy w prawo, zaprowadzi nas przy pionowej ścianie do miejsca przy podstawie Coral Garden zwanego Dino’s Reef. W pewnym momencie na 40 metrach, rozpoczyna się wyglądająca jak wyżłobiona w skale droga, która schodzi do ponad 70 metrów. Na ścianie po lewej można znaleźć stare sieci rybackie oraz spotkać duże langusty, wystawiające z zagłębień w skale swoje pasiaste czułki. Wynurzając się, wracamy przez komin do ogrodu, lub kończymy nurkowanie w Blue Hole. Płynąc od siodła w przeciwnym kierunku, natrafiamy na kolejną jaskinię Coral Cave. Wypływając z ogrodu w lewo, opadamy do około 22-24 metrów, na której rozpoczyna się dno jaskini. Sama jaskinia obfituje w korale i ukwiały, a jedną z atrakcji wewnątrz są bytujące na suficie jaskini slipper lobsters.

Coral Cave.jpg
Coral Cave.jpg (10.23 KiB) Przeglądany 4653 razy


Jaskinia jest dość długa i zamknięta od góry, ale nie ma w niej żadnych niebezpiecznych zakamarków, a samo wejście ma kilkanaście metrów szerokości i wysokości. Piaskowe dno łagodnie wznosi się ku górze, zbiegając się na końcu jaskini z sufitem. Dokładnie nad jaskinią, znajduje się kolejne miejsce z możliwością wejścia do głębokiej wody, jednak dojście tam lądem może przysporzyć niektórym dość kłopotu. W zależności od poziomu zużycia powietrza i doświadczenia, możemy dobierać odpowiednią trasę, zmieniając miejsce wejścia i wyjścia. Oczywiście to nie koniec nurkowych atrakcji w tym rejonie, ale w związku z oczekującą na powierzchni rodziną, przejdę do atrakcji „na sucho”.

Najbliższe miejsce przy parkingu, u podnóża wzniesienia prowadzącego na szczyt Azure Window, zajmuje mały kościółek, właściwie kaplica pod wezwaniem Świętej Anny. Zaskakującym widokiem we środku, może być rozmiar wnętrza jak i ściany obwieszone wiatrakami. Skoro jesteśmy w kaplicy, nie można pominąć opisu maltańskiej tradycji jaką jest liturgiczna fiesta czyli nasz rodzimy odpust, który akurat w tym miejscu przypada corocznie na 25-26 lipca. Począwszy od maja do mniej więcej połowy września, niedoinformowany turysta może być bardzo zaskoczony donośnymi, powtarzającymi się dość często wybuchami, począwszy od 7 rano, nawet do północy. Tak, fajerwerki za dnia, nie dziwią na Gozo nikogo, a dla miejscowych jest to wręcz punkt honoru, aby być głośniejszym i jaśniejszym od sąsiedniej miejscowości.
Każda parafia na wyspie przygotowuje się do swojej fiesty, rozpoczynając od poniedziałku – dzień po zakończeniu poprzedniej. Oczywiście bardziej ambitni, przygotowują się nawet dwa tygodnie wcześniej. Już wtedy, można spotkać całą miejscową społeczność, krzątającą się przy ładowaniu swoich wybuchających puszek prochem, malowaniu świeżych linii na ulicach (ten wątek w cyklu najważniejsze przepisy drogowe), rozwieszających sznury z tysiącami żarówek i ozdób, ustawiających przenośne kapliczki z wizerunkami świętych czy rozstawiających w centrum miejscowości sceny dla późniejszych występów, w kolejną, finałową niedzielę. Sam festyn to tańce, śpiewy, tradycyjne potrawy, zabawy dla wszystkich pokoleń, loterie, święta wina – czyli wszystko to, czym pochwalić się może dana miejscowość.

Mimo iż drogę na sam szczyt przecina nam tablica informująca o niebezpieczeństwie i zakazie wchodzenia tam, oczywiście nie przeszkadza to nikomu, we wdrapaniu się na sam, pęknięty już w połowie, łuk Azure Window. Nie jest konieczne wchodzenie na sam szczyt, aby upoić się tutejszymi widokami. Już ze skał za kapliczką, możemy zobaczyć to, co jest tu najpiękniejsze, czyli skalna panorama na tle zwykle spokojnego morza.
Ogrom wszystkiego i naturalne piękno, z pewnością zabezpieczą nam kolejne kilka godzin na następne nurkowanie.

Cdn.
Piotr Kuba Jakubczak
e-mail: piotr.jakubczak@kraken.pl
Awatar użytkownika
Piotr_Kuba
Klubowicz Krakena
Klubowicz Krakena
 
Posty: 200
Rejestracja: 2008-08-15, 18:07
Lokalizacja: Kraków
Płeć: Mężczyzna
Stopień nurkowy: IDC STAFF

Rogers Cave, Crocodile Rock, Octopus Garden

Postautor: Piotr_Kuba » 2014-06-28, 17:10

Tym razem zaczniemy od czegoś duchowego. W drodze do Dwejra od strony stolicy Victorii, mijamy po lewej akwedukt z czasów rzymskich, rondo z drogą na Ghasri, po czym dojeżdżamy do rozwidlenia drogi, której prawa odnoga doprowadzi nas do miejscowości Ta Pinu, szczególnie ważnej dla mieszkańców Gozo ze względu na znajdujące się tu Sanktuarium Maryjne z bazyliką zbudowaną w latach 20-tych ubiegłego wieku.

O ważności tego miejsca dla wiary katolickiej może świadczyć fakt, że miejsce objawienia się Matki Boskiej zostało konsekrowane przez Papieża Piusa XI niedługo po ukończeniu budowy, Papież Jan Paweł II (pomnik upamiętniający jego pielgrzymkę, znajduje się przy wyjeździe ze stolicy) osobiście koronował święty obraz w roku 1990 a dwadzieścia lat później Benedykt XVI w trakcie swojej pielgrzymki na Maltę, ofiarował Sanktuarium Złotą Różę. Jako miejsce cudownych uzdrowień, czego dowodem są dziesiątki pozostawionych tu świadectw, kul, wózków i gorsetów, Ta Pinu odwiedzane jest przez tłumy zwiedzających oraz pragnących wstawiennictwa Matki Boskiej. Nie należy również zapomnieć o pięknej drodze krzyżowej, znajdującej się na wzniesieniu obok Bazyliki. Stamtąd też rozpościera się piękna panorama i górującą nad dolinami latarnia morska Gordan Lighthouse. W trakcie zwiedzania całego kompleksu, niech nie dziwi was często powtarzane słowo „Alla”, które w języku maltańskim oznacza Bóg.

Po wyprawie do Ta Pinu i chwili odpoczynku przy miejscowych potrawach i rodzimej wersji Coca-Coli czyli najpopularniejszym na Malcie korzennym napoju Kinie, wracamy do nurkowania. Ze względu na panujące tutaj, wysokie temperatury bardzo ważne jest, aby w ciągu całego dnia pić jak najwięcej wody. Dość często przed nurkowaniem, przewodnicy przypominają swoim podopiecznym o piciu wody, aby zmniejszyć w ten sposób podatność nurka na chorobę dekompresyjną i ustrzec go, przed często zdarzającym się odwodnieniem i przegrzaniem organizmu. Woda stołowa sprzedawana tutaj w sklepach jest bardzo tania. Zgrzewka sześciu dwulitrowych butelek kosztuje około 2 €. Należy też pamiętać, aby nie używać wody z kranu do picia bez przegotowania, ponieważ zawiera ona dużo bakterii, mogących powodować problemy żołądkowe do złudzenia przypominające znaną wielu „zemstę faraona”.

Kolejne miejsce, które będę chciał opisać, to mała jaskinia o nazwie Rogers Cave, ukryta pomiędzy niedźwiedzimi skałami. Jest to świetne miejsce na kolejne w ciągu dnia nurkowanie, ponieważ nie jest za bardzo wymagające, choć dystans do przebycia jest spory. Aby lepiej wyobrazić sobie trasę tego nurkowania, w przerwie przed kolejnym zejściem pod wodę, warto obejrzeć z brzegu, którędy przebiegać będzie nasza trasa. W tym wypadku, bardzo łatwo wypatrzyć dwie skały blisko siebie i blisko brzegu, które będą naszym celem. Najlepszym rozwiązaniem będzie wejście do wody jak poprzednio przez Coral Garden, choć są tacy, którzy preferują wspinaczkę po skałach i wskoczenie do wody w najbliższym sąsiedztwie Little i Big Bear. Po wypłynięciu w toń i skręceniu w lewo, płyniemy wzdłuż ściany na około 15 metrach obok Coral Cave, bez wpływania do niej. Utrzymując się na tej głębokości, opływamy większą ze skał i po kilkunastu minutach znajdujemy wejście do małej jaskini na około 20 metrach. Wysokość jaskini mieści się w zakresie 3-6 metrów a długość wynosi 10 - 12 metrów. We środku możemy spotkać spore okazy ukwiałów oraz kolorowe gąbki i miękkie korale na ścianach.

Mapa Dwejra.jpg
Mapa Dwejra.jpg (55.5 KiB) Przeglądany 4644 razy


Większość organizmów żyjących w jaskiniach jest bardzo delikatna, dlatego bardzo ważne jest, aby przepływając obok, nie niszczyć płetwami i odstającymi elementami sprzętu niczego dookoła. Po wypłynięciu na zewnątrz jaskini, rozpoczynamy powolne wynurzanie po pionowej ścianie po prawej stronie do głębokości 7 metrów. Stąd, mając po lewej stronie większą ze skał, płyniemy na wprost z powrotem przy Coral Cave do wyjścia w Coral Garden, bądź jeśli mamy odpowiedni zapas powietrza do wyjścia w Blue Hole.

Crocodile Rock, to następne miejsce nurkowe w okolicy lecz z powodu już znacznej odległości od brzegu, chętniej odwiedzane przez nurkujących z łodzi. Najczęściej łódź kotwiczy nad podwodną równiną zwaną Octopus Garden, mieszczącą się pomiędzy lądem a wspomnianą już „krokodylą skałą”. Nurkowanie to, aby było interesujące, powinno odbywać się na głębokości około 40 metrów, ze względu na ciekawe ukształtowanie dna pod skałą. Po wyskoczeniu z łodzi i zanurzeniu się pod wodę, dopływamy do skraju plateau i rozpoczynamy powolną podróż w dół, przy pionowo opadających ścianach. Przy około 35 metrach, dno opada coraz łagodniej aż do 50 metrów. Pomiędzy ogromnymi głazami wypatrujemy ukrywających się grouperów i powoli rozpoczynamy wynurzanie z powrotem do ściany, okrążając w ten sposób skałę. Aby wydłużyć naszą wycieczkę, płyniemy dalej na 20-25 metrach wzdłuż ściany rafy, do charakterystycznego zakończenia płaskowyżu, gdzie zawracamy i płyniemy w stronę lądu, w poszukiwaniu ukrytych muren i ośmiornic. Przy skróconej drodze, wynurzając się przy samej skale, warto zwrócić uwagę na żleb po jej prawej stronie, gdzie w zagłębieniach czają się duże okazy muren i langusty. Wypływając na powierzchnię koło własnej łodzi, dobrze jest trzymać się blisko niej, ze względu na niefrasobliwe czasem zachowania kierujących łodziami z wypożyczalni, którzy nie zawsze zwracają uwagę na nurków znajdujących się pod wodą. Opcja wejścia z brzegu jest możliwa tym samym skalnym wejściem na przeciwko Little i Big Bear. Po minięciu mniejszej ze skał, znajdziemy się u podstawy Octopus Garden.

Okolica jest rzeczywiście piękna i obfitująca w nurkowe atrakcje. Możliwości wyboru tras w tej części Dwejra jest wiele i tylko od naszej fantazji, zużycia powietrza, preferencji i ilości czasu zależy, którędy popłyniemy. Ważne jest tylko, aby wszystko dokładnie zaplanować. Idealna przejrzystość i wysoka temperatura wody oraz przyciągające uwagę, podwodne atrakcje, usypiają naszą czujność. Dobrym pomysłem w takich warunkach jest dwa razy częstsze kontrolowanie położenia partnera, głębokości i ciśnienia w butli.

Teraz coś, co zainteresuje wszystkich czyli zakupy. Jeśli nie korzystamy z restauracji lub barowego wyżywienia, prędzej czy później będziemy musieli odwiedzić sklep spożywczy, których co prawda nie ma aż tak wiele, ale wystarczająco na tyle, aby któryś w końcu znaleźć. W większości miejscowości znajdziecie przynajmniej jeden sklep, a w kilku miejscach nawet dość spore markety. Oczywiście należy zapomnieć o znanych nam z autopsji hipermarketach czy nawet supermarketach. Zobrazuję to w inny sposób – największym marketem na wszystkich wyspach jest jedyny, znajdujący się w pobliżu lotniska na Malcie market sieci Lidl. Mniejsza liczba sklepów powoduje, że zaopatrzenie w nich jest dość dobre a asortyment bardzo szeroki. Orientacyjne ceny podstawowych produktów spożywczych, przedstawiam poniżej:
chleb tostowy - 0,80 €
ser żółty krojony 150g - 1,6 - 2 €
jajka 6 szt. - 0,85 €
serek biały 200g - 2,20 €
parówki - 2-3 €
jogurt Jogobella 500g - 1,05 €
jabłka 1kg 1,6 - 2,6 €
kawa Jacobs 100g - 3,99 €
wino - 1-5 €
płatki śniadaniowe - 1,5 - 4 €
mleko 1l - 0,79 - 1 €
oliwa 500ml - 3,15 €
makaron - 0,7 - 1 €
sosy do makaronu - 1,9 - 3,5 €
pomidory suszone - 2,40 €
pomidory świeże 1kg - 2 €
parmezan tarty 200g - 2-3 €
oliwki saszetka - 0,42 €
chińska zupa - 0,30 €

Pieczywo na wyspie jest dość dobre, choć głównie kiedy jest świeże. Maltańczycy jak na południowców przystało, korzystają powszechnie z opiekaczy i tosterów do przechowywanego w chłodziarkach chleba, ponieważ po dwóch dobach, każdy chleb będzie spleśniały albo wyschnięty, zależnie od panującej aury. Wszechobecna globalizacja powoduje, że i w tutejszych sklepach znajdziemy znane z Polski produkty, ale nie spodziewajmy się spotkać dobrej dla polskiego wędliny, kiełbasy na grilla czy najbardziej znanego, naszego eksportowego produktu jakim jest Żubrówka – obiekt westchnień wszystkich napotkanych tu narodowości. Oczywiście to kwestia gustu i przyzwyczajenia. Jeśli chcecie zabrać do kraju w prezencie coś procentowego i tradycyjnego, polecam produkowany od wieków, bardzo słodki likier z owoców opuncji.

Kaktusowa opuncja to najpopularniejsza na wyspie roślina wykorzystywana nie tylko do produkcji nalewek, ale również jako słodkawy owoc do bezpośredniego spożycia. Jeśli ktoś nie orientuje się jak rozprawić się z takim owocem, musi liczyć się z licznymi ukłuciami w trakcie jego obierania i spożywania. Z tego między innymi powodu, roślina ta służy miejscowym za nie wymagające żadnej opieki i nakładu kosztów ogrodzenie, zasłaniające widok niepożądanym gapiom i skutecznie zatrzymujące nieproszonych gości.
Po zachodzie słońca, czas na zasłużony wypoczynek.

Cdn.
Piotr Kuba Jakubczak
e-mail: piotr.jakubczak@kraken.pl
Awatar użytkownika
Piotr_Kuba
Klubowicz Krakena
Klubowicz Krakena
 
Posty: 200
Rejestracja: 2008-08-15, 18:07
Lokalizacja: Kraków
Płeć: Mężczyzna
Stopień nurkowy: IDC STAFF

Inland Sea – morze wewnętrzne

Postautor: Piotr_Kuba » 2014-06-28, 17:19

Kolejną wycieczkę po Gozo, rozpoczynamy w tym samym miejscu co ostatnio, czyli w miejscowości Dwejra. Na chwilę odpoczniemy od zatłoczonego, aczkolwiek wartego zobaczenia Blue Hole i skierujemy się w dół, do kolejnego miejsca nurkowego, schowanego pomiędzy skałami o nazwie Inland Sea. To jedno z tych miejsc, gdzie wyobraźnia nie jest w stanie nadążać za opisem, dlatego dobrze będzie zerknąć na zdjęcia między akapitami. Wysoka na kilkadziesiąt metrów skała, oddziela od otwartego morza zakończenie biegnącej z głębi lądu dolinę. Na całej wyspie jest kilka takich miejsc, odprowadzających nadmiar wody, która nie jest w stanie wsiąknąć w skaliste podłoże po gwałtownych ulewach, ale żadna z nich nie jest tak zaskakująca. W ogromnej ścianie, za sprawą sił natury, powstał bowiem niesamowity tunel, łączący ten mikrozbiornik wewnątrz lądu z morzem. Tunel ma aż 80 metrów długości i głębokość sięgającą od 3 na początku do prawie 30 metrów przy jego ujściu. Tunel jest otwarty nad wodą, więc pozwala nurkom w sytuacji awaryjnej wypłynąć na powierzchnię, choć ze względu na pływające tu rybackie i wycieczkowe łodzie motorowe, należy zachować w takim przypadku szczególną ostrożność. Niepisana zasada mówi, że nurkowie trzymają się lewej strony tunelu (patrząc w stronę morza) a łodzie pływają przy ścianie po prawej, dzięki czemu zwiększa się bezpieczeństwo nurkowania tutaj.

Mapa Inland Sea.jpg
Mapa Inland Sea.jpg (53.22 KiB) Przeglądany 4644 razy


30 minutowa wycieczka łodzią, wymalowaną w piękne, tradycyjne kolory, z umieszczonym na dziobie okiem Ozyrysa, kosztuje około 3,50 € i może być atrakcją dla osób nie nurkujących. Wycieczka obejmuje najbliższą okolicę tunelu, otwartą jaskinię i Azure Window. Samo znalezienie się na łodzi w wąskim tunelu lub pod ścianą kilkudziesięciometrowego klifu, pozostawia niezapomniane wrażenia. Dla osób nie przepadających za wodą, pozostaje wygrzewanie się w słońcu na możliwych do wypożyczenia za 5 € leżankach, kąpiel w morzu czy skorzystanie z przekąsek serwowanych przez tutejsze snack bary czy kolejną, mobilną lodziarnię. Miejsce to niestety nie posiada już murowanej łazienki, ale znajdujący się w potrzebie, będą mogli skorzystać z tutejszych przenośnych toalet, będących w swej branży Mercedesami przy naszych „toy-toyach”. Parking nad samą wodą nie jest zbyt obszerny i zwykle zastawiony samochodami z centrów nurkowych, więc w sytuacji, gdy nie znajdziemy tam dla siebie miejsca, możemy spokojnie dotrzeć tutaj z górnego parkingu z całym sprzętem na plecach. Wchodząc do wody, korzystamy z wejścia po lewej stronie a nie z samej pochylni dla łodzi, ponieważ wszystkie takie miejsca są niewyobrażalnie śliskie, o czym przekonałem się także na własnej skórze, nie tylko w przypadku Inland Sea.
Wyjątkowo kamieniste dno morza schodzi bardzo łagodnie do około 3 metrów pod samą ścianą. Jeśli od dłuższego czasu nie było wiatrów, widoczność pod wodą jest kilkumetrowa. Ponieważ możliwość cyrkulacji wewnątrz jest mocno ograniczona, woda ma tu kolor zielonkawy, a przejrzystość przy małym nawet falowaniu spada do zera. Na szczęście, chwilę po zanurzeniu i zejściu na 5-10 metrów, sytuacja się poprawia i już po chwili w oddali przed nami, zaczyna majaczyć błękitne światło wyjścia. W tym wypadku, należy płynąć w stronę światła…

Tunel z Inland Sea.jpg
Tunel z Inland Sea.jpg (5.86 KiB) Przeglądany 4653 razy


Większość opisywanych miejsc i tras, pozwoli nam wykonać około 40-50 minutowe nurkowanie z 12-15 litrową butlą na plecach. Należy jednak pamiętać, że w niektórych momentach, wyjście z wody będzie utrudnione bądź niemożliwe, więc należy rozważnie gospodarować swoim zapasem powietrza.

Przy okazji informacja – niezależnie od objętości, cena za wypożyczenie z centrum nurkowego stalowej butli od 7 do 18 litrów się nie zmienia. Po pierwszym nurkowaniu sprawdzającym, powinniśmy wiedzieć czego się spodziewać i jaka objętość w warunkach ciepłego, słonego morza, będzie dla nas odpowiednia. Jestem zdania, że nie należy wzbraniać się przed check divem i warto „poświęcić” to jedno nurkowanie na odpowiednie wyważenie się, czy właściwy dobór grubości skafandra oraz sprawdzenie funkcjonalności pozostałych elementów naszego sprzętu. Z doświadczenia wiemy, że nie warto się przeważać i zabierać nazbyt wielkiej butli, jeśli tego nie potrzebujemy. W końcu mamy odpocząć.

Jaki skafander? Z pewnością korzystających z suchych skafandrów ucieszę, że widok suchacza na wyspie nie jest rzadkością nawet w środku lata, ale najwygodniej będzie jeśli pomiędzy grudniem a majem będziemy używać suchego lub grubszej pianki z ocieplaczem a w pozostałych miesiącach 5-7 milimetrowego overalla. Tak jak w pierwszej części, ze względu na ostre skały i meduzy, stanowczo odradzam krótkie pianki na więcej niż jedno, dwa nurkowania. Mocno krwawiące skaleczenia i otarcia oraz poparzenia nurków przez meduzy, to dość częsty widok w miejscach nurkowych.
Wracamy do tunelu. Skoro pływają nim łodzie, musi być dość szeroki. I jest. Tunel rozszerza się ku dołowi i poza 3-4 metrowym początkiem, pod koniec szerokość osiąga około 6-8 metrów. Wypływając na zewnątrz, mamy ponownie kilka możliwości do wyboru. Płynąc na wprost kursem 330 stopni, możemy osiągnąć po kilkudziesięciu metrach znajdujące się na 50-60 metrach piaszczyste dno. Poza porozrzucanymi głazami nie ma tam już nic ciekawego. Wynurzając się z kolei po ścianie, ponownie możemy spotkać langusty i mureny. Miejsce to zawsze kojarzy mi się z wyglądającym jak dalmatyńczyk, biało czarnym ślimakiem nagoskrzelnym, zwanym z angielska dotted sea slug, dość często widywanym przeze mnie u wyjścia z tunelu.
Jeśli wybierzemy tę opcję, proponuję osiągnąć największą głębokość płynąc w lewą stronę od tunelu, zaraz za pierwszą w tym miejscu dużą, skalną szczeliną. Jeśli wybierzemy ten sam kierunek, ale płytszą wersję nurkowania, możemy po około 20 minutach dopłynąć do dość dużej otwartej jaskini Old Man’s Cave. Między innymi do tej jaskini wpływają łodzie wycieczkowe, o czym należy pamiętać przy wpływaniu do niej pod wodą. Maksymalna głębokość w środku to około 18 metrów na początku i nieco mniej w głębi. Gorąco polecam płynąć na 10 metrze, ponieważ akurat na tej głębokości, spotkamy w ścianie głębokie wnęki i zagłębienia, w których czasem czaić się mogą większe ryby czy skorupiaki. Im głębiej do środka, robi się coraz ciemniej, ale nie na tyle, żeby nic nie widzieć, ponieważ nad powierzchnią nadal mamy otwartą przestrzeń. W tym miejscu nurkowania, mamy do wyboru dwie możliwości. Po wypłynięciu z jaskini możemy płynąć nadal w lewo i po kilkunastu minutach dopłynąć do Blue Hole przepływając pod lub na około Azure Window. Jest to bardzo ciekawa opcja trasy w jedną stronę, kiedy nasz samochód pozostał na górnym parkingu. W innym wypadku, przy wyborze drogi powrotnej przez tunel, należy pamiętać o dość często występującym tu prądzie, który będzie nam utrudniał powrót do Inland Sea. Kilkukrotnie zdarzyło mi się z tego właśnie powodu zawrócić z grupą i zakończyć nurkowanie w Blue Hole.

Prawy kierunek po wypłynięciu z tunelu jest według mnie nieco mniej interesujący, ponieważ kolejna jaskinia do której dopływamy po również około 20 minutach a nosząca nazwę Whales Cave, jest dość krótka i węższa od poprzedniej, choć nadal bardzo ładna. Jest to idealne nurkowanie dla osób mniej zaawansowanych oraz bardziej bezpieczne z uwagi na przeważający tu kierunek prądu, ponieważ jeśli będzie on nam przeszkadzał w trakcie płynięcia do jaskini, wrócimy z nim do wejścia do tunelu. Wpływając z powrotem do tunelu, pamiętamy o zachowaniu bezpiecznej głębokości w jego wnętrzu. Dobrym pomysłem będzie osiągnięcie założonej głębokości 5-10 metrów już przy początku tunelu, aby przypadkowo nie zostać wyrzuconym na powierzchnię podczas próby zmniejszania głębokości w tunelu. Płynąc w tym kierunku, również wypatrujemy światła na końcu tunelu z tym, że tym razem będzie ono żółto-zielone. Kilka metrów przed końcem tunelu, znajdziemy bezpieczne miejsce do wykonania przystanku na 3-5 metrach.
Jak do każdego miejsca na Gozo i tutaj dojeżdżają miejscowe autobusy. Jeśli ktoś zechce pojechać w inne, bardziej interesujące go miejsce, może wsiąść w autobus 311 i pojechać na przykład do Victorii oddalonej o 4 kilometry. Najbliższe interesujące miejsce, gdzie możemy się wybrać, to fabryka szkła w San Lawrenz, gdzie na miejscu można kupić miejscowe wyroby, zarówno użytkowe jak zastawy, wazony i dzbanki, jak i bardzo popularne tutaj, ceramiczne tabliczki, przywieszane na froncie domów przy drzwiach wejściowych z nazwą domu, najczęściej przybierającą imię któregoś świętego patrona. Można również samemu zaprojektować taką tabliczkę. Jako ciekawostka, w trakcie jazdy po krętej drodze pod górę z Dwejra, możemy zaobserwować po prawej stronie jeden z kamieniołomów, gdzie miejscowi wydobywają skałę, z której budowane są później wszystkie budynki i murki na całej wyspie. Jest to jeden z najbardziej charakterystycznych widoków, rzucający się w oczy po przybyciu na Gozo, że niezależnie od wieku budowli, każda wygląda podobnie, ponieważ od wieków tutejsi budowniczowie wykorzystują ten sam materiał do budowy.

Kiedy zbliża się wieczór, wszystkie miejscowe knajpki zaczynają tętnić życiem. Okazuje się, że miejscowi, których nie widać w ciągu dnia, wylegają przed swoje domy siadając w gronie sąsiadów i rodzin, oblegają wraz z turystami miejscowe lodziarnie, snack bary i restauracje. O ile do posiłków większość popija wyborne tutaj, pochodzące z samego Gozo i z Malty wina, to przy pizzy króluje częściej rodzimy Cisk, czyli produkowane na Malcie lekkie piwo z charakterystycznym, żółtym logo, umieszczonym na kasetonach w każdym barze na wyspie.

Średnie ceny w restauracjach/barach:
Pizza - 4-8 €
Naleśniki z nadzieniem - 3-6 €
Pasta - 6-10 €
Owoce morza - 13-18 €
Stek, pierś, większe danie 16-20 €
Lody - gałka - 0,6 - 0,8 €
Kawa - 1-2,5 €
Piwo Cisk – pinta (trochę ponad 0,5l) - 2,5 - 3,5 €
Jeśli akurat nie ma w okolicy festy, po dobrej kolacji, możemy udać się na zasłużony odpoczynek.

Cdn.
Piotr Kuba Jakubczak
e-mail: piotr.jakubczak@kraken.pl
Awatar użytkownika
Piotr_Kuba
Klubowicz Krakena
Klubowicz Krakena
 
Posty: 200
Rejestracja: 2008-08-15, 18:07
Lokalizacja: Kraków
Płeć: Mężczyzna
Stopień nurkowy: IDC STAFF

Xlendi Bay – tunel i rafa

Postautor: Piotr_Kuba » 2014-06-28, 17:26

Podróżując po Gozo zauważamy, że przeważającą część wyspy zajmują pola uprawne, gaje oliwne i szklarnie, wciśnięte w każdy możliwy skrawek skalnego krajobrazu. W po-równaniu z sąsiednią Maltą, Gozo pełni rolę spiżarni, zaopatrując w miejscowe produkty rolne cały maltański archipelag. Nie należy jednak wiązać tego z niechęcią do rozwijania się. Jest to spowodowane świadomym działaniem miejscowej społeczności, aby zachować tradycyjny charakter wyspy i tym właśnie zachęcać turystów i mieszkańców hałaśliwej i zabieganej Malty do przyjazdu na weekend, urlop czy jednodniową wycieczkę. Patrząc codziennie na wypełnione promy, kursujące całą dobę pomiędzy wyspami, można się domyślić, że znaczenie Gozo jako kurortu jest ogromne.

Można się zastanawiać, dlaczego tak małe wyspy są tak tłumnie odwiedzane przez zagranicznych turystów nie tylko z Europy, ale również z Australii, Stanów Zjednoczonych, Chin, Kanady, RPA i wielu innych krajów, oddalonych przecież o tysiące kilometrów. Każdy prawdopodobnie ma swój powód do przebycia takiej odległości. Z czego słynie Malta? Z pewnością każdy słyszał o Kawalerach i krzyżu maltańskim oraz psach maltańczykach (takie małe, białe i kudłate). Co jeszcze? Zanim zainteresowałem się Maltą, słyszałem jeszcze o bezkonkurencyjnych ponoć, szkołach językowych dla obcokrajowców. I to by było na tyle, jeśli chodzi o znajomość Malty przed przybyciem tutaj. Prawdopodobnie największy wpływ na masowy napływ zagranicznych gości ma, licząca kilka tysięcy lat historia. Najstarszymi budowlami na Gozo są datowane na około 3600 lat p.n.e., starsze nawet od egipskich piramid i wpisane w 1980 roku na listę światowego dziedzictwa UNESCO, dwie megalityczne świątynie (Ggantija), znajdujące się w miejscowości Xaghra. Kilka podobnych znajdziemy również na Malcie.

Wyspy mają strategicznie wymarzone położenie, dlatego od wieków były napadane i kolonizowane. Począwszy od osiedlenia się Fenicjan w 800 roku p.n.e., kolejnymi władcami tych wysp byli Kartagińczycy i Rzymianie. W naszej erze, Malta przechodziła przez ręce Arabów i Normanów, Księstwa Sycylii, zakonu Joannitów, Francuzów i ostatecznie Wielkiej Brytanii, której to kolonią Malta była do roku 1964, kiedy to została niepodległym członkiem wspólnoty brytyjskiej, aby w roku 1974 stać się samodzielną Republiką Malty. Po czasach brytyjskiej kolonizacji do dziś pozostał tu ruch lewostronny, mnóstwo Land Roverów i czerwone budki telefoniczne. Z tej perspektywy nie dziwi fakt tak ogromnej fali obcokrajowców, zjeżdżającej co roku z Francji, Anglii, Włoch, Hiszpanii i Niemiec, (władcą, który przekazał zakonowi Joannitów wyspy Malty, był Karol V Habsburg, Niemiec, będący między innymi królem Hiszpanii, Niemiec i Księstwa Sycylii), Skandynawii, Azji i Afryki. Nie znalazłem jeszcze Polskiego wątku maltańskiej historii, ale wydaje mi się, że bezpośrednie loty są wystarczającym powodem na odwiedzenie tych, kipiących historią wysp. Kończąc wątek historyczny, przybliżę jeszcze powód, dla którego znajdująca się tak blisko krajów arabskich, Malta jest ostoją chrześcijaństwa, mając wśród mieszkańców aż 98% katolików. W 60 roku n.e., jako rzymski więzień, zjawił się na wyspach św. Paweł (Paweł z Tarsu), który nawrócił Maltę na chrześcijaństwo. To wydarzenie wraz z prawie 270 letnim pobytem Kawalerów Maltańskich na wyspach spowodowało, że do dziś jest to właściwie jedyna panująca tu religia.
Po tak długim wstępie, czas zająć się nurkowaniem. Kolejne miejsce będzie dość urozmaicone. Znajdujące się na południowo-zachodniej części wyspy Xlendi posiada własną, wcinającą się w ląd zatokę, z łagodnym dostępem do morza. Otoczona przez wysoki brzeg, jest w sezonie schronieniem dla dziesiątek łodzi oraz rajem dla uprawiających sporty wodne, osób kąpiących się czy w końcu łowiących ryby. Samo Xlendi to mała miejscowość wzniesiona, na zboczach okalających zatokę wzgórz, z wieloma apartamentami dla turystów, hotelami, restauracjami, barami, lodziarniami i małymi sklepikami z pamiątkami. Szczególnej uwadze polecam najlepszą na wyspie lodziarnię, gdzie za 2 € zjemy wspaniałą górę lodów w najróżniejszych smakach. Jeśli ktoś docenia lokalne rękodzieło, nie powinien ominąć małych sklepików ze znanymi ponoć na całym świecie, maltańskimi koronkami, dzierganymi skrzętnie na miejscu przez mieszkanki Gozo.

W tej malutkiej miejscowości znajdziemy aż trzy centra nurkowe, oferujące pełną gamę nurkowych usług. Xlendi Bay jest jednym z najlepszych miejsc do przeprowadzenia kursów podstawowych, nurkowań sprawdzających czy bardzo popularnych nurkowań dla początkujących, ze względu na bardzo łatwe zejście do wody, szeroką i płytką część zatoki z piaszczystym dnem oraz dobrą w bezwietrzne dni przejrzystością. Obydwa brzegi zatoki, usiane są kamieniami, tworzącymi ciekawą, małą rafę, gdzie można spotkać kraby, ośmiornice, mureny oraz całą masę ryb z moimi ulubionymi, wielokolorowymi parrotfish na czele. Środek zatoki pozostaje piaszczysty przez kilkadziesiąt metrów, w stronę otwartego morza, kiedy to na dnie pojawiają się pierwsze kępy trawy Posejdona.

Nurkowanie można rozpocząć, wchodząc na rogach przy brzegu do głębokiej na 1 metr wody, lub wskakując z jednego z wielu zejść do wody przy deptaku, biegnącym wzdłuż całego lewego brzegu zatoki, osiągającego od 2 do około 6 metrów głębokości. W sezonie letnim, właśnie w tych miejscach znajdziemy wyznaczone strefy dla pływających, oddzielonych od reszty zatoki pływającymi linami. Cała reszta zatoki objęta jest ruchem łodzi, co zmusza nurków do zachowania ostrożności w trakcie przepływania w poprzek, poza ograniczonymi strefami. Najlepiej będzie korzystać z nurkowej bojki sygnalizacyjnej.

Największą atrakcją tego miejsca nurkowego, jest przecinający skałę po prawej, 55-cio metrowy tunel. Ponieważ od strony zatoki, wejście do tunelu znajduje się całkowicie pod wodą, najłatwiej można go odnaleźć płynąc od głębokości około 4-5 metrów wzdłuż prawej ściany. Wejście do tunelu jest dość ciemne, tak samo jak pierwsze kilka metrów w głąb, więc dobrze jest używać tu latarki. Szerokość i wysokość wejścia to około 3 metry. Żywą ciekawostką tego miejsca, jest spotykany tu kilkukrotnie krab, wędrujący z ogromnym, podwójnym ukwiałem na plecach. Do wnętrza prowadzą dwie drogi wzdłuż lewej i prawej ściany, mieszczące płynących blisko siebie dwóch nurków. Po około 2 metrach, nad głową na powierzchni pojawia się świeże powietrze, a za kilka kolejnych światło wyjścia z drugiego końca. Sufit wznosi się od wąskiego przesmyku na kilka metrów nad wodę powodując, że w momencie kiedy do jaskini wpada światło słoneczne, widoki pod wodą stają się przepiękne. Mniej więcej w połowie długości, głębokość zwiększa się do około 8 metrów i jest tak już do miejsca wyjścia u podnóża ogromnego klifu. Całe dno wewnątrz tunelu jest skalno, kamieniste i dlatego przejrzystość jest tu prawie zawsze idealna. Po wypłynięciu na zewnątrz, kierujemy się na lewo, wypatrując pomiędzy głazami często pojawiających się tu sporych ławic barakud i makreli.

Dno w tej okolicy bardzo łagodnie opada do 20 - 30 metrów, ale nic poza trawą i piachem tam nie znajdziemy. Po kilkunastu minutach dopływamy na 12-14 metrach do kończącej się pod samą powierzchnią skały ze znakiem nawigacyjnym dla statków i łodzi. Znajduje się ona dokładnie na samym środku ujścia zatoki i informuje nas, że powinniśmy skręcić za nią ostro w lewo, wpływając z powrotem do zatoki.
Jeśli mamy jeszcze odpowiedni zapas powietrza, możemy zahaczyć o małą, płytką, piaszczystą zatokę po prawej stronie, w której miałem przyjemność spotkać w trakcie jednego z nocnych nurkowań piękny okaz czerwonej ośmiornicy. Xlendi Bay jest bardzo popularnym miejscem dla nurkowań nocnych ze względu na łatwy dostęp, niewielką głębokość przy jednoczesnym bogatym życiu podwodnym. W świetle latarki aż roi się od przeróżnych stworzeń, a ośmiornice można spotkać właściwie na każdym nurkowaniu.

Tak jak każda miejscowość na Gozo, również Xlendi zamieszkałe jest przez dziesiątki półdziko żyjących kotów, będących nierozerwalną częścią tutejszego krajobrazu. Są stałymi bywalcami okolicznych restauracji i barów, gdzie oczekują smakowitych kąsków od stołujących się tam turystów. Mimo, że jest ich mnóstwo, nikomu nie przeszkadzają. Wręcz normalnym jest widok mieszkańców dokarmiających miejscowe koty. Z pewnością dla wielbicieli kotów, będzie to dodatkowy, miły akcent pobytu na wyspie.

Koty w Xlendi.jpg
Koty w Xlendi.jpg (70.67 KiB) Przeglądany 4644 razy


Pomimo tego iż Xlendi jest miejscowością typowo turystyczną, nie znajdziemy w niej żadnego sklepu spożywczego. Najbliższy, świetnie zaopatrzony sklep znajdziemy w pobliskim Munxar. Ponieważ odległości są tu naprawdę niewielkie, półgodzinny spacer zapewni nam dotarcie na zakupy. Jeśli nie mamy ochoty na wycieczki, zawsze możemy skorzystać ze sklepu na kółkach, odwiedzającego Xlendi przed południem.

Skoro zaczęliśmy od historii, również skończymy na historii. Na końcu zatoki po lewej stronie, u podnóża jednej z najstarszych na wyspie wież obronnych (z 1658 roku), znajduje się miejsce niedostępne dla nurków ze względu na to, że na głębokości 50-70 metrów znajdują się szczątki antycznego statku i porozrzucane w około skorupy amfor. Próba zanurkowania tam może zakończyć się wylądowaniem na komisariacie Policji i wysokiej grzywnie, więc gorąco odradzam tego typu wycieczki. W pobliżu wieży na końcu zatoki dojrzeć można żółtą boję, ustawioną trzy lata temu dla ogromnych wycieczkowych liniowców za niebagatelną sumę 238 tys. euro. Na uroczyste otwarcie w maju 2012 roku opatrzone kolorową, taneczno-muzyczną oprawą, przypłynął 440 metrowy, zbudowany w Niemczech Seabourn Legend.

Seabourn Legend.jpg
Seabourn Legend.jpg (59.56 KiB) Przeglądany 4653 razy


Przed spaniem jeszcze coś dla ciała i ducha. Poza wszystkimi swoimi atrakcjami, Xlendi a nawet cała Malta słynie również z dyskoteki La Grotta. Klub znajdujący się na wzgórzu nad miasteczkiem, przyciąga w sezonie znanych DJ’ów z całego świata oraz rzesze miejscowych i turystów spragnionych dobrej muzyki i zabawy w pianie do białego rana.

Cdn.
Piotr Kuba Jakubczak
e-mail: piotr.jakubczak@kraken.pl
Awatar użytkownika
Piotr_Kuba
Klubowicz Krakena
Klubowicz Krakena
 
Posty: 200
Rejestracja: 2008-08-15, 18:07
Lokalizacja: Kraków
Płeć: Mężczyzna
Stopień nurkowy: IDC STAFF

Mgarr Ix-Xini, Ta Cenc

Postautor: Piotr_Kuba » 2014-06-28, 17:29

Tym razem wybierzemy się na poszukiwanie koników morskich, będących dla niektórych głównym celem wyprawy na Gozo. Mimo wszelkich złośliwości ze strony tych, którym nie udało się ich spotkać, koniki nie są stworzeniami mitycznymi i rzeczywiście można spotkać je w kilku miejscach na wyspie. Pierwszym z nich jest właśnie Mgarr Ix-Xini /mdżar iszszini/.

Najdłuższa na Gozo zatoka jest zakończeniem głębokiego, skalnego wąwozu, wrzynającego się głęboko w ląd. Aby dojechać tutaj, musimy uzbroić się w bardzo sprawną nawigację, przewodnika lub cierpliwość. Droga tutaj jest bardzo prosta, ale dopiero wtedy, kiedy się ją już pozna. Wąwóz wzdłuż którego jedziemy kierując się tutaj jest bardzo malowniczy, dlatego też warto przystanąć tu dla zrobienia kilku ciekawych zdjęć. Dla miłośników wspinaczki skałkowej, będzie to nie lada gratka, aby spróbować swoich sił na kilkunastometrowych, pionowych ścianach. Sama jezdnia jest dość wąska i posiada po drodze zatoczki, w których mijają się samochody. Zjeżdżając z góry w drodze do zatoki, musimy przepuścić wyjeżdżających pod górę. Mgar Ix-Xini jest bardzo popularnym miejscem letniego/weekendowego wypoczynku dla miejscowej ludności, więc wybieranie się tutaj w sobotę i w niedzielę od czerwca do sierpnia, nie będzie dobrym pomysłem, ponieważ nie znajdziemy wolnego miejsca parkingowego. Do późnego wieczora można spotkać tu całe rodziny, urządzające nad brzegiem huczne BBQ. Wejścia do tego naturalnego portu, wykorzystywanego przed wiekami przez rycerskie galery, chroni monumentalna wieża, zbudowana w 1661 roku w celach obronnych przed piratami, przemytnikami czy najeźdźcami.

Podobnie jak zatoka w Xlendi, również to miejsce jest bardzo popularne wśród centrów nurkowych i wykorzystywane do prowadzenia zajęć z początkującymi oraz nocnych nurkowań. Mimo, że nie jest tu głęboko, bo po kilkuset metrach osiągniemy dopiero 12-14 metrów, nie wolno ominąć tego miejsca właśnie ze względu na mieszkające tu okazy morskiej fauny. Poza wspomnianymi już konikami morskimi, w Mgarr Ix-Xini możemy spotkać właściwie wszystko co godne jest zobaczenia pod wodą na Malcie. Występują tu obok ośmiornic i muren, mątwy, kałamarnice, płaszczki, flądry, ślimaki z ogromnymi muszlami wielkości piłki oraz całą masę ryb, z których najciekawszym gatunkiem jest flying gurnard, z pięknie ubarwionymi na niebiesko na końcach, szerokimi płetwami.

Ośmiornica w Mgarr ix-Xini.jpg
Ośmiornica w Mgarr ix-Xini.jpg (87.23 KiB) Przeglądany 4644 razy


Często można również spotkać pięknego ślimaka, podobnego do hiszpańskiej tancerki, brązowego morskiego zająca. W pewnych okresach musimy też uważać na wpychane do zatoki, unoszące się w morskiej toni setkami piękne choć niestety parzące meduzy. Jeśli już dojdzie do zetknięcia z jedną z nich, do opatrzenia oparzeń powinniśmy użyć octu, będącego zwykle na wyposażeniu samochodów z centrów nurkowych. Możemy również poprosić o niego w znajdującej się przy samym brzegu, podobno najlepszej na Gozo smażalni ryb. Aby klient miał pewność świeżości każdego dania, ma możliwość samodzielnego wybrania ryby, jeszcze przed jej oprawieniem.

Pierwsza część zatoki jest dość płytka i posiada kamieniste dno, porośnięte wodorostami. Po kilkudziesięciu metrach, dno opada bardzo łagodnie do około 3-4 metrów i robi się piaszczyste. Najczęstszą trasą, wybieraną przez nurków jest płynięcie pod jedną ze ścian w jednym kierunku i przy przeciwległej ścianie, płynąc z powrotem. Nie należy zapominać o środku zatoki, ponieważ właśnie tam mieszka wiele ciekawych stworzeń.
Dopływając do głębokości 9 metrów podczas płynięcia prawą stroną, natrafimy na małą, otwartą nad powierzchnią jaskinię z piaszczystym dnem. Dość często w wąskim końcu jaskini spotkać można duże, ukrywające się tu ryby. Naprzeciwko jaskini na przestrzeni kilkunastu metrów kwadratowych, znajdziemy obszar z krótką trawą morską, gdzie możemy rozpocząć poszukiwanie koników morskich. Ponieważ jest to stworzenie bardzo delikatne, bezbronne i jednocześnie bardzo terytorialne, w trakcie poszukiwań musimy trzymać się kilku zasad. Pamiętajmy, aby po znalezieniu konika, nie wisieć nad nim tylko obserwować go od przodu nie dookoła, nie stosować do robienia zdjęć lampy błyskowej, absolutnie nie próbować chwytać i nie dotykać, ponieważ koniki morskie zestresowane (czego oznaką jest ich pozioma pozycja) często giną.

Po około godzinnym nurkowaniu, pełni wrażeń możemy posilić się we wspomnianej już smażalni, albo odwiedzić słynącą z bardzo smacznej pizzy, pobliską pizzerię Sannat Lion, będącej klubową restauracją piłkarskiej drużyny o tej samej nazwie. Osobiście gorąco polecam BBQ chicken smakującej wyjątkowo w specyficznym, niezapomnianym klimacie pizzerii i baru, położonych zaraz przy miejscowym kościele w Sannat.

Pizzeria Sannat.jpg
Pizzeria Sannat.jpg (27.11 KiB) Przeglądany 4900 razy


Droga do kolejnego miejsca ukryta jest jeszcze lepiej niż poprzednia. Punktem odniesienia, może być pięciogwiazdkowy hotel Ta Cenc /ta czencz/, noszący tę samą nazwę co miejsce nurkowe. Do końca sierpnia, dojazd tam był bardzo utrudniony, ze względu na budowaną tu hotelową restaurację, ale ostatnio zarówno droga dojazdowa jak i zejście do wody, są już idealne. Jedynym utrudnieniem będzie otwierana dopiero około godziny 10tej furtka prowadząca zarówno do restauracji jak i do samego dołu nad wodę. Zanim się tutaj wybierzemy, musimy mieć świadomość, że droga na dół składa się z około 100 schodów… Jeśli nie jest to dla nas przeszkoda, wsiadamy w samochód i jedziemy mając po lewej stronie dolinę z Mgarr Ix-Xini a przed sobą piękny widok na znajdujący się przy ujściu zatoki szczyt ogromnej skały Fessej Rock, oraz w oddali na Comino i Maltę.

Po dojechaniu na miejsce wybieramy lewy parking i pamiętamy, że będziemy korzystać z terenu, należącego do prywatnego właściciela. Nie wiąże się to z żadną opłatą, ale jeśli będziemy za bardzo uciążliwi i hałaśliwi dla klientów restauracji, możemy zostać po prostu nie wpuszczeni. Ta Cenc to mała, wąska odnoga tej samej co poprzednio zatoki, z nieco większą już głębokością i trochę innym ukształtowaniem dna. Co najważniejsze, jest to kolejne miejsce gdzie możemy spotkać koniki morskie. Brzeg na końcu schodów jest wybetonowany i posiada drabinkę do wychodzenia z wody. Głębokość w tym miejscu sięga około 10 metrów i zwiększa się przy płynięciu w lewą stronę. Kamieniste dno przekształca się na około 14 m w piaskowo trawiaste i jest to właśnie miejsce, gdzie powinniśmy szukać koników. Płynąc w lewą stronę dopłyniemy do niewielkiej, płytkiej jaskini na 13 metrach, a dalej trzymając się ściany, trafimy z powrotem do Mgarr Ix-Xini. Trzymając się ściany po prawej stronie, dopłyniemy do ogromnego głazowiska z ciekawymi przepłynięciami utworzonymi, przez leżące na sobie głazy, oraz zwiększającego swoją głębokość do ponad 40 metrów głębokości dna. Po kilkunastu minutach, dopływamy do skalnej szczeliny, która doprowadzi nas do przepięknej, znaj-dującej się na 5-8 metrach małej jaskini. Wracając wzdłuż tej samej ściany mijamy kilka starych metalowych pułapek na ryby, dość częstego na Gozo widoku. O ile u nas byłoby to kłusownictwo, tutaj jest to tradycyjna metoda łowienia ryb. Wykonane z drutu bądź wikliny kosze i wypełnione kawałkami chleba, wrzucane są na linach do morza i wyciągane po jakimś czasie, ze zwabionymi do środka zwykle mniejszymi rybami, wykorzystywanymi przez miejscowych jako przynęta lub produkt do ugotowania smacznej zupy rybnej. Pułapki takie spotkać można często w trakcie zwiedzania wyspy, wystawione na zewnątrz sklepów ogrodniczych.

Trzymając się ściany dopływamy do miejsca, w którym wchodziliśmy do wody i jeśli mamy jeszcze więcej niż 50 atmosfer w butli, płyniemy do końca zatoczki, aby zobaczyć wspaniały, mały tunel w krystalicznej często wodzie, który zakończy nasze nurkowanie. Jest to idealne miejsce do wykonania przystanku i odpoczynku, ponieważ musimy pamiętać, że przed nami jeszcze wymagająca droga po schodach w górę. Powodzenia!

Cdn.
Piotr Kuba Jakubczak
e-mail: piotr.jakubczak@kraken.pl
Awatar użytkownika
Piotr_Kuba
Klubowicz Krakena
Klubowicz Krakena
 
Posty: 200
Rejestracja: 2008-08-15, 18:07
Lokalizacja: Kraków
Płeć: Mężczyzna
Stopień nurkowy: IDC STAFF

Fessej Rock, Ras il-Hobz (Middle Finger)

Postautor: Piotr_Kuba » 2014-06-28, 17:32

Zanim dotrzemy do kolejnego nurkowego miejsca, kilka słów o poruszaniu się po Gozo pojazdami. Na co, poza wspominanym już ruchem lewostronnym, powinniśmy zwrócić uwagę? Z pewnością na tutejsze przepisy. „konikiem” miejscowych stróżów prawa jest parkowanie. Bądźmy pewni, że za pozostawienie samochodu nawet na krótką chwilę w miejscu gdzie parkować nie wolno lub jeśli zrobimy to nieprawidłowo, zostaniemy ukarani mandatem w wysokości 24 €. Jak tego uniknąć? Musimy bezwzględnie pamiętać, aby nie parkować w miejscach, gdzie na skraju ulicy namalowana jest podwójna, żółta linia. Zwykle są to miejsca, gdzie już zdrowy rozsądek podpowiada nam, że nie powinniśmy tam parkować. Poza tym musimy też zwracać uwagę, aby mieścić się w liniach swojego miejsca parkingowego oraz za bardzo z niego nie wystawać. Mandat możemy również otrzymać za parkowanie na miejscach dla niepełnosprawnych, prywatnych podjazdach lub miejscach przeznaczonych dla autobusów i autokarów. Pojawiający się w niewiarygodnie krótkim czasie pan Policjant na skuterze, bezlitośnie rozdaje mandaty nawet miejscowym, więc nie liczmy na jego wyrozumiałość.
Pierwsze co rzuciło mi się tutaj w oczy, to ograniczenia prędkości w miejscowościach do 35 km/h. Na początku pomyślałem, że prędkość podana jest w milach, ale jednak okazało się że nie. Po kilku dniach jazdy, zrozumiałem dlaczego nie należy zbytnio się rozpędzać na miejscowych drogach. Po pierwsze szerokość ulic w niektórych miejscach nie pozwala na zmieszczenie się dwóch samochodów na raz, po drugie liczba dziur w jezdniach skutecznie spowalnia, po trzecie nikomu się tu nie spieszy. Często spotkacie gawędzących ze sobą na środku ulicy kierowców i będziecie się dziwić, dlaczego nikt nie trąbi. Pozostają jeszcze nie zapięte pasy i rozmowa przez telefon w trakcie jazdy. Również i za to grozi nam mandat w trakcie podróżowania samochodem po drogach na Gozo. Dziwnym i niestety dość powszechnym obyczajem tutaj, jest jazda samochodem po kilku piwach lub kieliszkach wina. Jeszcze dziwniejszym jest fakt, że miejscowa Policja nie zatrzymuje tu za jazdę „pod wpływem”. Oznakowanie dróg na Gozo jest całkiem przyjazne. Po kilku chwilach przyzwyczaicie się do napisów „zwolnij” na jezdni, czy tabliczkach z drogowskazami umieszczonymi na ścianach budynków. Ważne aby wiedzieć, gdzie chcemy dojechać. Ostatecznie każda droga prowadzi do morza!

Aby odpocząć od samochodu, wsiądźmy na kolejne nurkowanie na łódź. To jedyny rozsądny pomysł aby dotrzeć na kolejne nurkowisko, dookoła ogromnej skały Fessej Rock u ujścia zatoki Mgarr ix-Xini. Prawdopodobnie dałoby się dopłynąć do niej z brzegu, ale dystans jest dość długi, a prąd w tym miejscu dość silny. Od strony zatoki, ściany opadają stromo do około 45 metrów, a od strony morza dość łagodnie do 70. Nurkowanie zaczynamy od zawietrznej strony, opływając skałę dookoła. W zależności od głębokości, jedno okrążenie zajmuje 30-40 minut. Ponieważ jest to miejsce bardzo mało uczęszczane, nie napotkamy tu zwykle innych nurków, śmieci, zmąconej wody czy zniszczonej rafy. Z tego też względu, warto się tu zanurzyć, pamiętając o częstszym niż zwykle kontrolowaniu swoich limitów.

Fessej rock.jpg
Fessej rock.jpg (65.06 KiB) Przeglądany 4896 razy


Kolejna, bardzo tym razem ekstremalna droga, doprowadzi nas do mojego ulubionego miejsca zwanego Ras il-Hobz (czyli piętka) albo przekornie Middle Finger. Nazwa wzięła się od kształtu skały wyrastającej z dna niedaleko od brzegu, na końcu cypla. Chwilę na temat dojazdu. Dla uzbrojonych w nawigację podaję lokalizację: 36°01'01.1"N 14°16'42.2"E. Aby zobaczyć to miejsce na mapie kliknij tutaj.

Ras il-Hobz parking.jpg
Ras il-Hobz parking.jpg (46.94 KiB) Przeglądany 4653 razy


Miejsce to znajduje się przy oczyszczalni ścieków, do której zjazdu musimy szukać w drodze z Mgarr ix-Xini do Heliportu. Lądowisko dla helikopterów było kilka lat temu prężnie działającym przedsiębiorstwem, ale wraz ze wzrostem kosztów komercyjnych przelotów i rozwojem innych gałęzi transportu, jest ono wykorzystywane teraz głównie przez helikoptery Policji, pogotowia i państwowych oficjeli. W pewnym miejscu zjeżdżamy z asfaltowej drogi na szutrową i pomiędzy polami dojeżdżamy do zjazdu w stronę morza. Sam koniec drogi jest już bardzo wyboisty więc nie polecam korzystać tu z samochodów osobowych. Można je ewentualnie pozostawić na prowizorycznym górnym parkingu i zejść ze sprzętem kilkanaście metrów w dół. Z tego miejsca możemy dobrze zaobserwować miejsca wejścia wyjścia, Fessej Rock po stronie prawej i Maltę z Comino po lewej.

Krajobraz cypla przez który przebiega rurociąg, jest dość księżycowy, bo utworzony z zaschniętych osadów. Czasem podczas dużych opadów, z góry spływa mały strumień sprawiający, że cała okolica jest bardzo błotnista. Na szczęście pod 4-5 metrową skalistą ścianą, podciętą widowiskowo przez fale i wiatr, znajduje się skalisty parking, z małymi wydrążonymi kwaterami, z których kiedyś odzyskiwano sól. Teraz parkują na nim samochody lub rozkładają się miejscowi z namiotami i kempingami. Zarówno z prawej jak i z lewej strony, znajdziemy przygotowane zejścia z poręczami. Lewa strona jest bardzo płytka, świetna do snorkelingu, pływania i opalania się. Głębokość przez kilkanaście metrów od brzegu nie przekracza tu 2 metrów. Jeśli rozpoczynamy nurkowanie z tego miejsca, musimy uważać na śliskie wejście oraz dość duży skalny stopień kilka metrów od brzegu.

Middle finger wejście.jpg
Middle finger wejście.jpg (98.07 KiB) Przeglądany 4896 razy


Kierując się na wprost od wejścia, prawie wzdłuż brzegu, dopływamy do jakby ogrodzenia tego przybrzeżnego ogrodu, gdzie spotkać możemy ośmiornice i małe brązowo-żółte mureny. Za tym naturalnym murkiem dno opada łagodnie do 4-6 metrów, dalej w stronę morza do około 40. Drugim wejściem, z którego korzystają nurkowie najczęściej, jest betonowy koniec rurociągu. Stamtąd wskakujemy już na głęboką wodę, mając pod sobą około 4-5 metrów. Płynąc od poprzedniego wejścia wzdłuż ściany w prawo, spotykamy się właśnie tutaj, w miejscu gdzie na około 8-10 metrach rurociąg wpada do morza. Mimo, że nie wygląda to dość estetycznie ponieważ rury obciążone są wielkimi workami i betonem, warto zobaczyć tu mieszającą się wodę, krążące w około dziesiątki małych ryb oraz zamieszkującą po lewej stronie rurociągu, dużą murenę. Kilka metrów dalej, na skalnej, porośniętej półce, przez kilka tygodni można było spotkać żółtego konika morskiego. Oczywiście to moja subiektywna ocena, ponieważ wiele osób stwierdziło, że był on zielony…

Po kilkunastu metrach płynięcia naszym oczom ukaże się zarys Middle Finger. Z reguły opływa się go począwszy od podstawy do szczytu, wykonując w między czasie kilka okrążeń wokół skały. Podstawa od strony lądu, znajduje się na 30 metrach głębokości i około półtora metra od opadającej ściany brzegu. Za tym właśnie przewężeniem, rozpoczynamy wycieczkę dookoła. Dno po naszej prawej stronie będzie tu opadać do 80 i więcej metrów. Jest to jedno z tych miejsc, gdzie spotkamy dość często nurków technicznych, ponieważ przy łatwym zejściu do wody, osłoniętym, płytkim i wygodnym do przystanków dnie, głębokość nie daleko od brzegu osiąga ponad 100 metrów głębokości.

Wracając do trasy nurkowania, każda szczelina na naszej „piętce” jest zamieszkana. Nawet przy dobrej widoczności i nasłonecznieniu, warto jest mieć ze sobą latarkę, aby dokładnie obejrzeć tamtejszych mieszkańców i wydobyć żywe kolory rafy. Langusty, mureny i ślimaki nagoskrzelne, to najczęściej występujące tu gatunki. Najpiękniejszym jednak widokiem wokół skały, pomiędzy 20 a 10 metrem, są tysiące małych rybek, uciekające przed atakującymi drapieżnikami. Middle Finger kończy się 9-10 metrów pod powierzchnią kilkoma kamiennymi szczytami, z których najwyższy znajduje się najbliżej lądu. Stamtąd właśnie wracamy w stronę brzegu. Dopływając do ściany rafy, płyniemy na głębokości 10 metrów, kierując się ciągle w stronę Mgarr ix-Xini. W pewnym momencie, po prawej stronie znajdziemy wpłynięcie do małej zatoki, wypłycającej się do 4-5 metrów, gdzie wypatrujemy kolejnych ośmiornic, muren i mątw. Po drodze do brzegu, spotkamy jeszcze duży silnik na 5 metrach, będący teraz schronieniem morskich żyjątek.
Zatoka zwęża się do wyjścia, więc nie ma problemu z odnalezieniem stopni wydrążonych w skale, prowadzących do barierki ułatwiającej nam wyjście z wody. Dla osób początkujących, kursów czy nurkowych intro, będzie to również dobre miejsce do przeprowadzenia tutaj zajęć czy nurkowania, ponieważ cały czas pod nami będzie płytkie dno. Ściany wzdłuż odchodzących brzegów zarówno w stronę portu jak i w stronę Ta Cenc, są strome i stosunkowo nudne. Lepiej pozostać dłużej na Ras il-Hobz i „upolować” coś swoim aparatem.

Kilka słów w tym miejscu o bezpieczeństwie. Jeśli zdecydujemy się na nurkowanie z którymś z miejscowych centrów, w cenie nurkowań, będziemy mieli zapewniony transport i przewodnika. W razie jakichkolwiek sytuacji awaryjnych, których w nurkowaniu nie brak, otrzymamy wsparcie ze strony bazy. Każdy samochód przewożący nurków, zgodnie z prawem musi być wyposażony w tlen oraz apteczkę, które będziemy mogli bezpłatnie wykorzystać, nie martwiąc się o koszty czy narzekanie właściciela że zużywamy mu tlen. Tak samo z brakującym czy zniszczonym sprzętem, narzędziami czy ginącym w najmniej odpowiednim momencie o-ringu od pierwszego stopnia. Nie martwimy się o paliwo, którego co rusz brakuje na miejscowych stacjach, nie martwimy się o awarie samochodu, co dość często spotyka się na tutejszych drogach i co w sumie najważniejsze, nie tracimy czasu na poszukiwania miejsca nurkowego i trasy pod wodą. Ostateczny bilans zysków i strat daje podobny wynik jeśli chodzi o koszty, a dodatkowy stres na długo oczekiwanych wakacjach, nie jest nikomu potrzebny.

Mimo to, że Gozo to wyjątkowo bezpieczna wyspa, zawsze może się przydarzyć przypadek kradzieży. Niestety, jednym z problemów w szczycie sezonu są kradzieże pieniędzy pozostawionych w samochodach na miejscach nurkowych, dlatego też stanowczo odradzam zabieranie większej ilości gotówki ze sobą. Na szczęście takie przypadki są bardzo sporadyczne. Od mojego przyjazdu tutaj nie mogłem się nadziwić, że sprzęt pozostawiony przy ulicy, przez cały dzień, ba przez całą noc, następnego dnia był w tym samym miejscu. Pozostawiane elementy sprzętu na miejscach nurkowych odnajdywały się przechowywane w innych centrach, a zaginiony sprzęt okazywał się włożony do nie swojej skrzynki, lub mylnie rozpoznany czy pożyczony na nurkowanie przez innego, roztrzepanego nurka.

Co do poczucia bezpieczeństwa na ulicach, w restauracjach, barach czy dyskotekach, w dzień czy w nocy, jest tu bardzo bezpiecznie. Organizując sobie samodzielnie pobyt tutaj pamiętajmy, że podobnie jak u nas, na wyspach numer telefonu alarmowego to 112. Oby nigdy nie był nam potrzebny.

Cdn.
Piotr Kuba Jakubczak
e-mail: piotr.jakubczak@kraken.pl
Awatar użytkownika
Piotr_Kuba
Klubowicz Krakena
Klubowicz Krakena
 
Posty: 200
Rejestracja: 2008-08-15, 18:07
Lokalizacja: Kraków
Płeć: Mężczyzna
Stopień nurkowy: IDC STAFF

Wraki i rafa Ix-Xatt l-Ahmar, Red Bay

Postautor: Piotr_Kuba » 2014-06-28, 17:35

Tym razem zanurkujemy w miejscu, będącym dla niektórych głównym powodem odwiedzenia Gozo. Ix-Xatt l-Ahmar /szat lamar/, do którego się wybieramy, położone jest na drodze łączącej port ze stolicą i dlatego dojazd tutaj jest bardzo prosty tym bardziej, że z głównej drogi kierują nas tu drogowskazy z napisami: Diving wrecks.

Dojazd do parkingu jest asfaltowy, choć w niektórych miejscach jest dość wąski i stromy. Pamiętajmy, aby przepuścić samochody wyjeżdżające pod górę. Sam parking jest dość duży, ale niestety w związku z trzema wrakami znajdującymi się tutaj, zwykle zapełniony do samego końca. Ułatwieniem dla nurków są ustawione tu wysokie ławki do składania i ubierania sprzętu, ubikacje, łatwe zejście do wody, drabinki i przygotowana przez tutejszy samorząd mapa miejsca nurkowego. Kilka podobnych map spotkamy w innych miejscach jak Inland Sea, Blue Hole, Xlendi czy Xwejni Bay.

mapa Ix-Xatt l-Ahmar.jpg
mapa Ix-Xatt l-Ahmar.jpg (58.65 KiB) Przeglądany 4653 razy


Teraz trochę historii naszych podwodnych atrakcji, zaczerpniętej z książki Richarda Saltera pod tytułem: „20 Shore Diving Maps Of Gozo”. Malkontenci narzekają na fakt, iż są to wraki sztucznie zatopione, i nie wiąże się z nimi żadna historia, ale przecież każda jednostka, niezależnie od tego jak się tam znalazła, ma swoje przejścia.

Najmniejsza z zatopionych tu jednostek MS Cominoland, jest zbudowanym w 1942 roku dla Royal Navy stawiaczem min o początkowej nazwie M6. Przy długości kadłuba prawie 35 metrów i szerokości 8 metrów, wyposażony był w dwa sześciocylindrowe silniki diesela i jedną śrubę. W roku 1966 został sprzedany na Maltę i przemianowany na Minor 6. Dwa lata później przebudowano go i przystosowano do przewozu 400 pasażerów oraz 10 samochodów i pracował jako prom w porcie w Valetta. W 1976 roku przejęty przez firmę Gozo Chanel Line, otrzymał nową nazwę Minor Eagle i pływał dalej jako prom do roku 1980, kiedy to po kolejnej przebudowie i przemianowaniu na Jylland II został statkiem wycieczkowym. Ostateczną nazwę uzyskał w roku 1995. Swoją służbę na morzu zakończył w sierpniu 2006 roku, kiedy to w ramach projektu restrukturyzacji UE, został zatopiony jako atrakcja turystyczna w miejscu, gdzie spoczywa do dziś stojąc na stępce, na głębokości około 40 metrów, ułożony równolegle do linii brzegu, w odległości od niego około 70 metrów. Nawigacyjnym punktem wyjściowym do wytyczania kursu na wszystkie trzy wraki, są dwie drabinki będące miejscem wejścia/wyjścia. Kurs, który doprowadzi nas do dziobu MS Cominoland wynosi 130 stopni.

Cominoland od dziobu.jpg
Cominoland od dziobu.jpg (12.76 KiB) Przeglądany 4653 razy


Na początku każdego sezonu, odpowiednie służby przygotowują liny opustowe z bojami oznaczającymi pozycje wraków, ale w związku z dużym zainteresowaniem i nieumiejętnym ich wykorzystaniem przez nurków, boje szybko ulegają zniszczeniu. Jeśli uda nam się trafić na czas kiedy jeszcze funkcjonują, możemy dzięki nim wydłużyć czas pobytu na wrakach, schodząc bezpośrednio po linach na ich pokłady. Jeśli boi nie będzie, pozostanie nam płynąć na kompas, co przy kilkudziesięciometrowej widoczności, nie powinno sprawić dużego kłopotu.

Zejście do ix Xatt l-Ahmar.jpg
Zejście do ix Xatt l-Ahmar.jpg (61.05 KiB) Przeglądany 4644 razy


Kilka słów o strefie przybrzeżnej tego miejsca. Każde nurkowanie rozpoczynamy wchodząc do wody w okolicy drabinek. Dobrą opcją wejścia, są również skalne stopnie, kilka metrów po prawej stronie od drabinek. W dość łatwy sposób, możemy zejść tam w momencie kiedy nie ma fal, na głębokość około 120-150 centymetrów. Część osób skacze z brzegu do wody, część schodzi po drabinkach. Od naszych upodobań zależy jaką strategię obierzemy. Dno w tym miejscu ma około 3-5 metrów. Jeśli nurkowanie rozpoczynamy od brzegu, ustalamy kierunek płynięcia przy drabinkach i płyniemy przez około 20-30 metrów nad wolno opadającą płaszczyzną tutejszej rafy.

Rafa Ix Xatt l-Ahmar.jpg
Rafa Ix Xatt l-Ahmar.jpg (94.45 KiB) Przeglądany 4653 razy


W pewnym momencie zaczyna się trawa i ostry, prawie pionowy spad do piaszczystego dna na około 30 metrach. Dobrym pomysłem jest, aby dopłynąć do wraku na 15-20 metrach, płynąc w toni. Po kilku minutach, wyłoni się przed nami wrak, na który właśnie płyniemy. Po zakończonej eksploracji wraków, najczęstszym wyborem jest powrót na 5-8 metrową głębokość i wyszukiwanie pomiędzy skalnymi szczelinami bardzo często występujących tu ośmiornic, muren, ślimaków czy nawet koników morskich. Rafa wygląda najlepiej pomiędzy październikiem i końcem czerwca. W szczycie sezonu, kiedy temperatury są wysokie, rośliny pod wodą stają się szaro-brązowe a spora część morskiej fauny wybiera mniej uczęszczane miejsca.

Cominoland pokład.jpg
Cominoland pokład.jpg (44.59 KiB) Przeglądany 4653 razy


Wracając do wraku, MS Cominoland spoczywa skrajnie po lewej stronie, ułożony dziobem w prawo, patrząc z brzegu. Kiedy dopływamy do niego, najodpowiedniejszym będzie rozpocząć zwiedzanie od dziobu zanurzając się do dna i wzdłuż prawej burty, dopłynąć do śruby na około 40 metrach, bacznie obserwując po drodze burtę statku. Jest to miejsce gdzie kilkakrotnie spotkałem piękne i duże okazy niebieskich Flabellina Affinis. Po opłynięciu rufy, możemy wpłynąć na pokład wejściem na lewej burcie na głębokości 34 metrów. Wrak jest otwarty i przystosowany do zwiedzania. Nie ma miejsc, gdzie można by się zgubić, choć bez odpowiedniego zabezpieczenia nie polecam wpływać pod pokład. Lewym bądź prawym korytarzem płyniemy do dziobu, skąd zawracamy do nadbudówki, której szczyt jest na 30 metrach. Po zwiedzeniu statku wracamy do rafy, wynurzając się po stromej ścianie do 10-8 metrów, kierujemy się do miejsca wyjścia przy drabinkach.

Plan zwiedzania kolejnych wraków zwykle wygląda podobnie jeśli chodzi o dopłynięcie do i odpłynięcie od wraku. Zmieniać się będzie oczywiście specyfika kolejnej jednostki oraz część podwodnej równiny, którą będziemy „przeczesywać”. W przerwie pomiędzy nurkowaniami, gorąco polecam wypoczynek przy sympatycznej zatoczce Red Bay, którą widać w trakcie zjazdu z góry do parkingu po lewej stronie u podnóża wzgórza i zbudowanego na nim w 1760 roku Fort Chambray.

Red Bay.jpg
Red Bay.jpg (65.01 KiB) Przeglądany 4653 razy


Zatoka sama w sobie jest miejscem nurkowym, choć w ogromnej części dość płytkim (2-4 metry) i zarośniętym trawą Posejdona. Najbardziej interesująca część, warta zwiedzenia, to wejście do zatoki od strony wraku Cominoland. Na wysokości przeciwległego półwyspu, przy dnie na głębokości około 35 metrów, znajdziemy od strony morza, dwie płytkie jaskinie. Miejsce to jest godne uwagi dla osób kąpiących się, pływających czy też lubiących skoki do wody. Przy brzegu znajdziemy kilka miejsc, gdzie można rozłożyć się z lunchem, poopalać się, wskoczyć czy wejść bezpiecznie do wody. Nad zatoczką zobaczymy jeszcze świecący pustkami biały, kamienny budynek, będący niegdyś posterunkiem morskiej policji.

Karwela od dziobu.jpg
Karwela od dziobu.jpg (18.42 KiB) Przeglądany 4653 razy


Kolejnym wrakiem, umiejscowionym po środku na wprost drabinek – kurs 170 stopni, jest MV Karwela. Jest to nieco młodsza jednostka niż jego poprzednik, a także nieco większa. Długość całkowita wraku wynosi 50 metrów, szerokość 8,5 metra. Statek został zbudowany w 1957 roku w niemieckiej stoczni Meyer Werft w Papenburg. Od roku 1978 jako MV Nordpaloma służył w porcie Lübeck w północnych Niemczech. Po 11 latach przybył na Maltę, gdzie podobnie jak Cominoland pływał jako prom pasażerski, mieszczący 800 pasażerów. Na dnie spoczął tego samego dnia co poprzednik w 2006 roku. Głębokość na której spoczywa Karwela stojąc na stępce, to około 42 metry, mierzone za rufą statku. Wrak skierowany jest pod skosem, dziobem w kierunku Cominoland i lekko do brzegu. Położenie to jest czasem mylne w trakcie odpływania od wraku i dlatego dobrze będzie mieć przy sobie kompas. Dodatkowym znakiem nawigacyjnym podczas płynięcia na Karwelę, będzie wyłom w ścianie rafy w kształcie litery V.

Płynąc na wprost od ściany, po chwili ujrzymy rzeczywiście imponujący widok wyłaniającego się wraku. Bardzo często, przejrzystość wody pozwala nam zobaczyć go w całości, już na kilkanaście metrów od jednostki. Zwiedzanie rozpoczynamy wzdłuż lewej burty, płynąc do rufy. Opadamy do dna aby obejrzeć śruby statku oraz często ukrywające się tu, pokaźnych rozmiarów langusty. Jeśli czujemy się na siłach, możemy wpłynąć przez jedne z dwojga drzwi prowadzące z rufy do wewnątrz na 37 metrach głębokości. Zarówno okna jak i specjalnie wycięte w suficie/górnym pokładzie duże otwory, pozwalają w każdym momencie, bezpiecznie opuścić wrak statku. Niejednokrotnie w środku czaić się będą mureny i dużych rozmiarów scorpionfish. Po drodze, pod pokład prowadzą szerokie schody, ale i tam nie polecam się zapędzać bez odpowiedniego przygotowania. Kiedy dopływamy do dziobu, zawracamy ponownie w kierunku rufy i płynąc górnym pokładem, zwiedzamy mostek kapitański i/lub oglądamy z zewnątrz całą Karwelę. W zależności od zapasu powietrza, czy typu nurkowania, po kilkunastu minutach odpływamy z lewej burty w stronę brzegu.

Ostatni z wraków leżących na dnie przy Xatt l-Ahmar to Xlendi Ferry. Gdyby nie zdarzenie w trakcie jego zatapiania, byłby tutaj największą atrakcją dosłownie i w przenośni. W listopadzie 1999 roku, kiedy to miał się stać pierwszą sztuczną rafą, spoczął na dnie do góry dnem, przez co stracił wiele ze swojego uroku. Ze względu na swoją wielkość, nawet bez możliwości eksploracji jego wnętrza pozostaje nie lada podwodną atrakcją, ukazując swój okazały 80 metrowy kadłub i pokaźnych rozmiarów śruby, wieńczące kadłub z każdej ze stron, znajdujące się na 34 metrach głębokości.
Statek powstał w Duńskiej stoczni w Helsingøre w roku 1955. Od początku pracował jako prom, kilkukrotnie zmieniając właściciela i nazwę. Początkowo nazywał się MV Helsingor, od 1987 roku MV Royal Sheeba, a rok później już MV Borgshorn. Zakupiony przez Gozo Channel Line w roku 1990, przyjął ostateczną nazwę MV Xlendi. W związku ze śmiertelnymi wypadkami nurków w tym miejscu, przy każdym wejściu i dookoła statku ustawiono znaki, zabraniające wpływania do środka. Xlendi Ferry spoczywa na 42 metrach, po prawej stronie nurkowiska, ułożone równolegle do brzegu, w jednej linii z pozostałymi wrakami. Kurs prowadzący nas nad wrak wynosi 200 stopni. Ponieważ jest to jednostka najrzadziej odwiedzana, lina opustowa z boją utrzymuje się tu najdłużej. Opcją dotarcia tutaj jest też dopłynięcie do wraku w trakcie powrotu z MV Karwela. Jeśli odpłyniemy od rufy Karweli pod kątem 90 stopni, dopływając do brzegu miniemy jeden z dziobów Xlendi Ferry, napotykając po drodze ogromny balast z liną i zatopiony przy bliższej burcie wrak samochodu. Brzeg rafy znajduje się bliżej wraku niż w pozostałych miejscach i wspina się łagodniej do około 6 metrów. Wokoło znajduje się cała masa ogromnych głazów, gdzie często schronienia szukają duże ryby.

W trakcie eksploracji tutejszego wrakowiska, pamiętajmy o naszych limitach. Czas ucieka tu bardzo, bardzo szybko.

Cdn.
Piotr Kuba Jakubczak
e-mail: piotr.jakubczak@kraken.pl
Awatar użytkownika
Piotr_Kuba
Klubowicz Krakena
Klubowicz Krakena
 
Posty: 200
Rejestracja: 2008-08-15, 18:07
Lokalizacja: Kraków
Płeć: Mężczyzna
Stopień nurkowy: IDC STAFF

Lantern Point, Blue Lagune, wrak P-31, Comino Caves

Postautor: Piotr_Kuba » 2014-06-28, 17:39

W dzisiejszą podróż udamy się na małą kamienną wysepkę położoną pomiędzy Maltą a Gozo czyli Comino. Comino jest tak niewielkie, że posiada tylko czterech stałych mieszkańców. Dookoła całej wyspy znajdują się dziesiątki miejsc nadających się do nurkowania, my jednak zajmiemy się tylko trzema, najbardziej znanymi i najbardziej atrakcyjnymi.

Rozpoczniemy od najgłębszego miejsca, którym jest Lantern Point. Nazwę miejsce to zawdzięcza małej latarence, będącej znakiem nawigacyjnym, umiejscowionym na cyplu wysuniętym najdalej w stronę szlaku, po którym przepływają promy. Łódź kotwiczy zwykle nad podwodną równiną, gdzie głębokość sięga około 4-8 metrów. Trzymając się ściany cypla, płyniemy w stronę otwartego morza. Po chwili natkniemy się na wejście do podwodnego tunelu, który zaczynając się prawie pionowym wejściem na 7 metrach, kończy się wyjściem na 18 metrach. Krótka część tunelu jest dość ciemna i wymaga doświetlenia latarkami. Początek i koniec jest wystarczająco jasny, aby nie dawać się ponieść galopującej wyobraźni. Tunel jest dość szeroki dla dwóch płynących obok siebie osób. Po wypłynięciu z tunelu, okrążamy ogromną skałę po lewej i po opłynięciu okolicy na około 20 metrach, wracamy tunelem na płyciznę pod łodzią. Dla spragnionych głębokości, wystarczy popłynąć w lewą stronę wzdłuż pionowego urwiska. Dookoła głębokość będzie sięgać ponad 50 metrów. Jest to bardzo piękne miejsce, ponieważ ściany nie są płaskie, mają wiele zagłębień i wybrzuszeń, pomiędzy którymi spotkamy ukrywające się tu duże ryby i skorupiaki. Jeśli na płyciźnie popłyniemy w przeciwnym kierunku niż latarnia, dopłyniemy do bardzo ładnych formacji skalnych dopełniających radość z nurkowania tutaj.

Przerwę w nurkowaniu wykorzystamy na odpoczynek w naprawdę lazurowych wodach Blue Lagune. Piaszczysty przesmyk z kryształową wodą pomiędzy Comino i przeciwległą skałą nazwaną Cominotto, osłonięty wysokimi klifami, stanowi najpiękniejsze miejsce do wypoczynku, uprawiania sportów wodnych, czy zacumowania swojego jachtu. W szczycie sezonu, cały przesmyk jest przegrodzony pływającymi linami, wyznaczającymi przy okazji strefę dla osób kąpiących się. Na brzegach można zakupić coś do jedzenia, lody czy zimne piwo, wypożyczyć leżaki z parasolami, wybrać się w przejażdżkę na bananie czy superszybkiej łodzi, wciskającej mocą swoich silników w wygodne, lotnicze fotele. Dla leniuchów pozostaje kąpiel z łodzi i oczekiwanie na lody z pływających po lagunie lodziarni. Z przystani na brzegu kursuje wiele łodzi wycieczkowych, które oferują zwiedzanie pięknych okolicznych jaskiń i tuneli, otaczających całe Comino.

Poza czterogwiazdkowym hotelem, na wyspie możemy znaleźć kolejną wieżę komunikacyjno-obronną Santa Marija Tower wzniesioną w 1618 roku. Wieża stojąca na 80 metrowym klifie, ma 12 metrów wysokości, a grubość murów sięga 6 metrów. Ponieważ Comino miało strategicznie bardzo istotne położenie dla obrony przed piratami i najeźdźcami, dodatkowo wybudowano tutaj mury obronne z baterią armat, położone na przeciwko widocznego stąd wyraźnie brzegu Malty.

Następny nurkowy przystanek czeka nas niedaleko wyjścia z laguny. Kilkadziesiąt metrów od brzegu, znajdziemy znak nawigacyjny informujący nas o położeniu kolejnego wraku. Tym razem będzie to stara jednostka wojskowa, patrolowiec P-31. Zbudowany we Wschodnich Niemczech w roku 1969 jako stawiacz min klasy Kondor I, został zakupiony w 1992 roku przez Maltańską Straż Wybrzeża i doposażony w 14,5 milimetrowe, obrotowe działko, które można obejrzeć jeszcze na siostrzanej jednostce P-29, zatopionej przy porcie w Cirkewwa. Ta 60 metrowa jednostka o szerokości 7 metrów, przy wadze 351 ton, dwóch silnikach diesla i dwóch śrubach, mogła rozwijać prędkość 20 węzłów. Po zakończonej służbie, w sierpniu 2009 okręt spoczął na głębokości 19 metrów, na piaszczystym dnie w sąsiedztwie Comino. Dogodne położenie powoduje, że wrak ten jest wyśmienitym obiektem do rozpoczęcia przygody z nurkowaniem wrakowym. Łodzie nurkowe kotwiczą w najbliższym sąsiedztwie wraku lub cumują do boi oznaczającej jego pozycję.

Pozycja P-31.jpg
Pozycja P-31.jpg (41.55 KiB) Przeglądany 4908 razy


Wycieczkę po P-31 rozpoczynamy od opłynięcia go wzdłuż niskich burt od rufy do dziobu i z powrotem. Warto odpłynąć nieco od wraku przed jego dziób, aby ujrzeć faktycznie piękny widok całej jednostki z perspektywy kilku metrów. Przy rufie wpływamy na tylny pokład i ewentualnie pod niego, do otwartych przestrzeni kryjących kiedyś silniki i inne urządzenia jednostki. Wszystkie przejścia są przygotowane tak, aby niedoświadczony nurek nie mógł tutaj utknąć. Instalacje i niebezpieczne elementy wyposażenia zostały usunięte, przez co właściwie każdy zakamarek wraku jest dostępny do komfortowego zwiedzania.

Wrak P-31 z góry.jpg
Wrak P-31 z góry.jpg (39.77 KiB) Przeglądany 4908 razy


W trakcie przerwy przed kolejnym nurkowaniem przemieszczamy się na przeciwległy brzeg wyspy, szczodrze obdarzonej przez naturę, wystającymi ponad wodę jaskiniami. Bez zastanowienia, wskazałbym to właśnie miejsce jako najpiękniejsze, w którym nurkowałem w trakcie mojego pobytu na Gozo. Okolica ta nazywa się Comino Caves lub Santa Marija Caves i przyciąga tu ogromną liczbę łodzi wycieczkowych i nurkowych. Część z tych łodzi ma w zwyczaju wpływać do uczęszczanych przez nurków jaskiń otwartych nad wodą, dlatego podczas nurkowania w nich należy zwracać uwagę na to potencjalne zagrożenie.

Jest jeszcze coś co uwielbiałem nurkując w tym miejscu. Już podczas kotwiczenia łodzi, w wyjątkowo przejrzystej wodzie, zaczyna robić się ciemno. Wyrzucona za burtę kromka chleba wyjaśnia sprawę. To ławice ryb, przyzwyczajone do karmienia przez nurków i turystów, zbierają się wokół nowo przypływających łodzi. Jest to tak niesamowite doświadczenie pod wodą, że nigdy nie zapominałem o bochenku pieczywa, wybierając się do Comino Caves.

Karmienie oblad.jpg
Karmienie oblad.jpg (58.57 KiB) Przeglądany 4908 razy


Nurkowanie rozpoczynamy przy łodzi, schodząc na piaszczyste dno o głębokości około 8 metrów, w asyście oczekujących na przekąskę ryb. Tutaj, jeśli zabraliśmy ze sobą coś dla nich, rozpoczynamy karmienie. Ryb jest tak dużo, że często całkowicie zasłaniają osobę karmiącą, której na przykład chcemy zrobić zdjęcie w tej scenerii. Ryby są tak bardzo oswojone, że jedna przed drugą, wyrywają chleb z ręki, chwytając czasem bezboleśnie za palce. Z wielkimi uśmiechami możemy teraz rozpocząć zwiedzanie jaskiń. Na początku wpływamy do pierwszej z nich patrząc od prawej strony. Dla lepszego samopoczucia, bezpieczeństwa i lepszej widoczności, proponuję zabrać latarkę.

Comino Caves z powierzchni.jpg
Comino Caves z powierzchni.jpg (63.19 KiB) Przeglądany 4908 razy


Jaskinia rozpoczyna się szeroką komnatą na głębokości około 3-4 metrów, zakręcając lekko w prawo. Po kilku metrach płynięcia ujrzymy mały, krótki tunel, właściwie otwór w skale, prowadzący nas do kolejnych, otwartych komnat. Przed wpłynięciem w korytarz, po lewej stronie widzimy studnię, do której możemy wpłynąć po przepłynięciu na drugą stronę. Jest to wręcz wskazane, ponieważ w miejscu tym spotkamy pełzające po ścianach krewetki, a i widok nad powierzchnią jest warty zobaczenia. Przepływamy przez otwór i skręcamy w lewo do studni.

Comino cave 2.jpg
Comino cave 2.jpg (17.41 KiB) Przeglądany 4908 razy


Dalej wzdłuż lewej ściany wypływamy do przestronnej komnaty z dziurą w sklepieniu, przez którą wpadają promienie słoneczne. Wypływamy na zewnątrz na mały, podwodny dziedziniec pomiędzy ścianami skał. Skręcamy w lewo obserwując bacznie szczeliny, w których mieszkają duże ośmiornice. Za zakrętem przed naszymi oczami ukaże się wyglądająca jak znak Zorro, Z-Cave. Do tej pory głębokość nie będzie przekraczać 5-8 metrów. Przepływamy pod skałami, które uformowały ten zaskakujący symbol i po wypłynięciu na zewnątrz płyniemy na wprost do wielkiej skały wystającej ponad powierzchnię wody. Warto ją opłynąć ze względu na bogactwo ryb zamieszkujących dookoła. Opływamy ją w prawą stronę na głębokości 12-15 metrów, po czym wracamy w okolicę Z-Cave i płyniemy dalej wzdłuż ścian do wejścia do pierwszej jaskini. Zajmie nam to około 30 minut.

Zet cave.jpg
Zet cave.jpg (46.06 KiB) Przeglądany 4908 razy


Mijamy pierwsze wejście i płynąc pod ścianą, po kilku metrach dopływamy do skalnego łuku prowadzącego nas do kolejnej jaskini. Tym razem dno znajdujące się tu na 3-4 metrach, usypane jest z białego piasku. Płynąc w głąb dopływamy do głębokości około 1 metra, gdzie prosta do tej pory jaskinia skręca w lewo i gdzieś głębiej do wewnątrz. Tego rejonu już nie udało mi się zwiedzić.

Zawracamy płynąc wzdłuż prawej ściany, która na zewnątrz przeistacza się w mur, biegnący równolegle do kolejnej jaskini. Mniej więcej w połowie jego długości natrafiamy na łuk skalny, pod którym przepływamy do jaskini. Mając ścianę cały czas po prawej stronie, dopływamy do miejsca, w którym ściana się kończy. Gdybyśmy popłynęli dalej, moglibyśmy zwiedzić jeszcze jedną, największą tutaj jaskinię, ale już w tym prawdopodobnie momencie, nasz komputer będzie wskazywał 60 minutę nurkowania. Zewnętrzną stroną skalnego muru powracamy do łodzi, witani oczywiście już z daleka przez wiecznie głodne oblady. Wychodzimy na łódź i wracamy do portu w Mgarr.

Port Mgarr.jpg
Port Mgarr.jpg (37.73 KiB) Przeglądany 4908 razy


Jeśli nie opadliśmy jeszcze z sił, możemy wybrać się na zwiedzanie górującego nad portem, gotyckiego kościoła pod wezwaniem Matki Bożej z Lourdes. Nie mając już ochoty na chodzenie, możemy wpaść na pintę Ciska w portowym, rybackim barze o nazwie Gleneagles, z charakterystycznym ogromnym miecznikiem nad wejściem. Wnętrze baru jest naprawdę mocno klimatyczne, zarówno jeśli chodzi o ludzi jak i o wystrój. Dla wygłodniałych po całodniowym nurkowaniu, polecam też snack bary przy przystani promowej serwujące szybkie i smaczne przekąski.

Cdn.
Piotr Kuba Jakubczak
e-mail: piotr.jakubczak@kraken.pl
Awatar użytkownika
Piotr_Kuba
Klubowicz Krakena
Klubowicz Krakena
 
Posty: 200
Rejestracja: 2008-08-15, 18:07
Lokalizacja: Kraków
Płeć: Mężczyzna
Stopień nurkowy: IDC STAFF

Wrak Rozi, wrak P-29, farma tuńczyków

Postautor: Piotr_Kuba » 2014-06-28, 17:42

Tym razem zapędzimy się pod brzeg Malty, a dokładniej pod falochron okalający przystań promową w Cirkewwa /sirkeła/. To najodleglejsze miejsce, dokąd dopływają standardowo łodzie nurkowe z Gozo, bez pobierania dodatkowych opłat za wypłynięcie. Niedaleko od łagodnie opadającej ściany rafy porośniętej dość gęsto trawą Posejdona, na piaszczystym dnie, spoczywają dwa kolejne wraki. Ich pozycje widoczne są z pokładu promu, chwilę po wypłynięciu z portu, po lewej stronie. Pierwsza z pław oznacza pozycję wraku Rozi a druga P-29.

Wrak Rozi od rufy.jpg
Wrak Rozi od rufy.jpg (14.48 KiB) Przeglądany 4909 razy


Możliwe jest dopłynięcie do obu wraków z brzegu, ale przede wszystkim nurkuje się na nie z łodzi. W tym drugim przypadku, łódź nurkowa kotwiczy nad płytką, kamienną rafą, gdzie głębokość nie przekracza 6-ciu metrów. Ponieważ jest to miejsce gdzie występują czasem bardzo silne prądy, może się zdarzyć, że łódź będzie zmuszona wysadzić nas nad wrakiem w pobliżu pław. W tej sytuacji po linie kotwicznej pławy trafimy do wraków. Odwiedzenie obu wraków na jednym nurkowaniu może być dość kłopotliwe, z racji odległości pomiędzy nimi oraz głębokości na jakiej się znajdują.
Nurkowanie zaczniemy od wraku Rozi. Pod miejscem zakotwiczenia pod niską pionową ścianą na 8 metrach, znajdziemy mały, uroczy tunel do przepłynięcia na początku nurkowania. Stamtąd po obrysie łagodnie opadającego dna udajemy się w kierunku wraku. Kiedy na dnie pod nami skończy się wysoka trawa, Rozi powinna być już widoczna. Nad wrakiem zawsze kręci się mnóstwo małych i średnich rybek, które podobnie jak przy Comino Caves, chętnie skubną małe co nie co. Wrak jest całkowicie otwarty i nie stanowi zagrożenia dla nurków.

Rafa przy porcie w Cirkewwa.jpg
Rafa przy porcie w Cirkewwa.jpg (85.48 KiB) Przeglądany 4653 razy


Holownik Rozi został zbudowany w Bristolu w 1958 roku. Z jednym silnikiem diesla rozwijał prędkość 11,5 węzła. Nie jest to duża jednostka, gdyż jej długość nie przekracza 33 metrów a szerokość 9 metrów, ale za to jej sylwetka jest bardzo efektowna. Pierwsze 14 lat holownik pracował w Liverpoolu zmieniając w międzyczasie właściciela i pierwotną nazwę Rossmore na Rossgarth. Od 1972 roku jako Rozi a od 1981 roku jako MV Rozi, pozostawał niezmiennie w porcie w Valetta służąc również jako holownik. Bez silnika i bez śruby jednostka została zatopiona w sierpniu 1991 roku jako atrakcja nurkowa w obecnej lokalizacji, stojąc na stępce na głębokości nie przekraczającej 36 metrów.

Wrak Rozi od dziobu.jpg
Wrak Rozi od dziobu.jpg (17.05 KiB) Przeglądany 4909 razy


Po opłynięciu całego wraku, możemy jeszcze spróbować znaleźć kotwicę leżącą kilkanaście metrów w lewo w skos od dziobu i wrócić do ściany rafy. Mając brzeg cały czas po prawej stronie, utrzymujemy głębokość 18 metrów, aby dopłynąć do podwodnego, skalnego łuku. Zawracamy przepływając pod nim i rozpoczynamy powolne wynurzanie do szczytu rafy, gdzie powinna czekać nasza łódź. W trakcie przystanku rozglądajmy się bacznie w poszukiwaniu ślimaków nagoskrzelnych i ośmiornic.

W przerwie pomiędzy nurkowaniami, możemy przybić do nabrzeża w Cirkewwa i zrobić drobne zakupy w tutejszych snack barach usytuowanych w pobliżu portu oraz skorzystać z cywilizowanej toalety. Stąd też można dostać się łodziami wycieczkowymi na wyspę Comino lub złapać autobus jadący na interesującą nas część Malty.

Wybierając się na kolejne nurkowanie musimy mieć świadomość, że wrak P-29 jest siostrzaną jednostką P-31 i poza lepszym stanem oraz znajdującym się tam nadal 14,5 milimetrowym, obrotowym działkiem pokładowym, niczym się nie różni. Jeśli Was to nie zniechęca, zapraszam pod wodę.

Wrak P-29 od dziobu.jpg
Wrak P-29 od dziobu.jpg (24.39 KiB) Przeglądany 4909 razy


Nurkowanie możemy rozpocząć podobnie, czyli z rafy w pobliżu falochronu na wrak i z powrotem lub zejść na wrak przy pławie i zakończyć nurkowanie na rafie przy falochronie. W tej okolicy nie ma jakichś wyjątkowych miejsc, bo cała Cirkewwa Reef jest podobna, ale godna zwiedzenia w związku zamieszkującymi tu podwodnymi żyjątkami. Dla tych, którzy nie przebrnęli poprzedniego artykułu przypomnę, że P-29 to jednostka wojskowa, rozpoczynająca swoją służbę we Wschodnich Niemczech w roku 1969 jako stawiacz min klasy Kondor I. Dokładnie jak P-31 został zakupiony w 1992 roku przez Maltańską Straż Wybrzeża i służył jako okręt patrolowy. Przy wadze 351 ton, dwóch silnikach diesla i dwóch śrubach, mógł rozwijać prędkość 20 węzłów.

Wrak P-29 rufa.jpg
Wrak P-29 rufa.jpg (25.89 KiB) Przeglądany 4909 razy


Ponieważ P-29 leży nieco głębiej niż jego siostrzana jednostka, możemy nie mieć aż tyle czasu na jego zwiedzanie pamiętając, że jest to niemały wrak przy 60 metrach długości i 7 metrach szerokości. Maksymalna głębokość tutaj to 38 metrów. Wrak stoi na stępce, rufą do rafy na piaszczystym dnie i jest przygotowany do bezpiecznej eksploracji.

Teraz kilka słów na temat warunków nurkowania na farmie tuńczyków znajdującej się przy północnym wybrzeżu Malty. Ze względu na niezapomniane wrażenia, wizyta na farmie jest jednym z obowiązkowych punktów programu, przyjeżdżających na Gozo grup nurkowych. Ponieważ jest to własność prywatna, planując wyprawę tam, musimy skontaktować się z właścicielem. Najlepiej będzie załatwiać wszelkie formalności z centrum organizującym nam wypłynięcie. Wstęp na farmę kosztuje każdego nurka 17€, dodane do opłaty za łódź, jaką wynegocjowaliśmy z jej właścicielem. Możliwość wejścia na farmę uzależniona jest od pogody, ponieważ znajduje się ona na otwartym morzu i przy północnych wiatrach, fale uniemożliwiają bezpieczne nurkowanie. Cała farma to 8 ogromnych sieci, zakotwiczonych na dnie, które w tym miejscu opada do 50 metrów. Sama sieć ma około 20 metrów średnicy i około 32 metry głębokości. W każdej z nich znajduje się mniej więcej 2000 sztuk tuńczyków w różnych rozmiarach od 80 do nawet 300 kilogramów przy długości przekraczającej 2,5 metra. Wszystkie ryby, które się tam znajdują, urodziły się na wolności, skąd po schwytaniu trafiły na farmę, gdzie są dokarmiane do momentu planowego odłowu.

Farma tuńczyków pow..jpg
Farma tuńczyków pow..jpg (28.65 KiB) Przeglądany 4909 razy


Przed każdym nurkowaniem, jeszcze w trakcie płynięcia na łodzi, właściciel farmy przeprowadza odprawę, omawiając zasady bezpieczeństwa i ciekawostki związane z funkcjonowaniem przedsiębiorstwa. Po ubraniu się w sprzęt, wskakujemy do wody i dopływamy po powierzchni do ogromnych pływających obręczy na których podwieszone są grube siatki. Przy pomocy właściciela, prześlizgujemy się nad obręczą do wnętrza ogrodzenia, trzymając automat w ustach i pamiętając o podtrzymywaniu swojego balastu, ponieważ nie jednokrotnie podczas wchodzenia i wychodzenia zdarzało się, że nurkowie gubili kieszenie balastowe.

Najbezpieczniej będzie pozostawić niepotrzebne elementy wyposażenia na łodzi. Wewnątrz sieci musimy pamiętać, że pływające stale dookoła, z dużą prędkością tuńczyki wytwarzają ruch wody w dół, który powoduje kłopoty z pływalnością tym większe, im bardziej zbliżamy się do środka zagrody. Dla zorientowania się w sytuacji, najlepszym rozwiązaniem na początek będzie zanurzenie się przy ścianie ogrodzenia. Najbardziej optymalną głębokość osiągniemy pozostając na około 15 metrze. Z tego poziomu, będziemy mogli obserwować tuńczyki zarówno z dołu, z góry, jak i spotkać się z nimi oko w oko, płynąc pod prąd pędzącego stada.

Farma tuńczyków.jpg
Farma tuńczyków.jpg (36.08 KiB) Przeglądany 4909 razy


Tuńczyki nie są niebezpieczne, ale stanowczo odradzane są próby ich dotykania czy chwytania, ponieważ w stresie mogą nas przypadkowo uchwycić, co przy tej masie i prędkości, może nie być zbyt miłym doświadczeniem. Nie ma ograniczeń czasowych co do przebywania pod wodą. Długość nurkowania wyznacza nam ilość powietrza w butli i nasze samopoczucie. Osoby mające tendencję do choroby morskiej, mogą nie czuć się najlepiej kiedy wszystko dookoła nich wiruje.

Ze względu na odległość do farmy, zwykle nurkowanie na niej łączy się z wcześniejszym odwiedzeniem jednego z nurkowisk na Comino, lub któregoś z pobliskich wraków przy brzegach Malty, z przerwą na lunch serwowany na łodzi lub na brzegu, przy jednej z licznych przystani. Jeśli chcemy być pewni, że nasza wyprawa dojdzie do skutku i nie chcemy być uzależnieni od innych, nasza grupa powinna liczyć minimum 10 osób.
Do dzisiaj zastanawiam się, jak taki wielki tuńczyk mieści się w tak malutkiej puszce…

Cdn.
Piotr Kuba Jakubczak
e-mail: piotr.jakubczak@kraken.pl
Awatar użytkownika
Piotr_Kuba
Klubowicz Krakena
Klubowicz Krakena
 
Posty: 200
Rejestracja: 2008-08-15, 18:07
Lokalizacja: Kraków
Płeć: Mężczyzna
Stopień nurkowy: IDC STAFF

Ramla Bay, Hondoq Bay, Xwejni Bay, Double Arch

Postautor: Piotr_Kuba » 2014-06-28, 17:44

Tym razem rozpoczniemy od wypoczynku i plażowania. Największą atrakcją dla leniuchów uwielbiających wygrzewać się na piasku jest znajdująca się w północno zachodniej części wyspy plaża ze złotym piaskiem w Ramla Bay.

Dostaniemy się tam trafiając po licznych kierunkowskazach naszym wypożyczonym samochodem lub autobusem Arriva ze stołecznego terminala autobusowego. Plaża i kąpielisko są dobrze zorganizowane. Przed wejściem na plażę, będziemy mogli zaopatrzyć się w napoje, lody, leżaki czy parasole oraz skorzystać z restauracji i toalet. Mimo iż jest to jedyna piaskowa plaża na Gozo, dzięki jej rozmiarom, znajdziemy dla siebie dogodne miejsce do wypoczynku.

Kąpielisko jest strzeżone przez miejscowych ratowników, bacznie obserwujących nasze poczynania w wodzie i na plaży. Przy samym brzegu możemy spotkać na dnie pojedyncze kamienie. Dno dalej jest już piaszczyste i stosunkowo płytkie nawet kilkadziesiąt metrów od brzegu. Atmosfera na plaży jest na tyle sympatyczna i dogodna, że można tu spędzić cały dzień, zażywając kąpieli czy wylegując się w słońcu. W Ramla nie nurkuje się z dwóch powodów: płytkiego, piaszczystego dna i strefy zakazującej nurkowania ze względu na artefakty znajdujące się na dnie w tej okolicy.

Na pierwsze nurkowanie wybierzemy się dzisiaj w miejsce zwane Hondoq Bay, leżące dokładnie naprzeciwko Blue Lagune na Comino. Hondoq Bay posiada duży parking ze snack barami, wypożyczalniami leżaków i sprzętu wodnego oraz toaletami. Znajduje się tu również przystań dla łodzi wycieczkowych. Jest to kolejne miejsce po porcie w Mgarr, skąd dostaniemy się na wspomnianą błękitną lagunę. Łodzie i małe statki kursują stąd przez cały dzień. Po prawej stronie brzegu znajduje się mała plaża z łagodnym zejściem do wody. Jeśli chodzi o nurkowanie, Hondoq jest wspaniałym miejscem na przeprowadzenie kursu podstawowego, intro czy nurkowania sprawdzającego.

Piaszczyste dno i doskonała widoczność to podstawowe atuty tego miejsca. Nurkowanie dla osób zaawansowanych, może nie być tutaj porywające, ponieważ poza piaskiem, rurociągiem na dnie, który również jest wątpliwą atrakcją, trawą Posejdona, znajdziemy jedynie imponujący łuk skalny na głębokości 10 metrów, kilkadziesiąt metrów od brzegu po lewej stronie. Część tych skał wystających nad wodę, widać z brzegu. Do wody wchodzimy po lewej stronie po pochylni do wodowania łodzi lub wskakujemy z wysokiego brzegu przy drabinkach.

W drodze na kolejne miejsce nurkowe, przejeżdżamy przez miejscowość Xaghra /szara/ słynącą z opisywanych wcześniej, jednych z najstarszych na świecie świątyń Ggantija oraz dwóch podziemnych jaskiń, znajdujących się na prywatnych posesjach. Pierwsza z nich Ninu’s Cave, została odnaleziona przez dziadka obecnej właścicielki. Nazwa wzięła się od imienia właściciela domu i ziemi przy Triq Jannar numer 17, od którego kupiono posiadłość. Któregoś dnia w trakcie remontu, pod kuchnią odnalezione zostało wejście do jaskini. W chwili obecnej, korzystając z okazji, że ktoś jest właśnie w domu, można obejrzeć tą małą jaskinię przyozdobioną w stalaktyty i stalagmity. Wstęp jest tutaj bezpłatny choć mile widziane są dobrowolne małe datki od zwiedzających.

Kolejna jaskinia została odnaleziona 100 metrów dalej przez rodzinę Xerri w trakcie wykopywania miejsca na domowy rezerwuar słodkiej wody w roku 1923. Stąd też nazwa jaskini Xerri’s Grotto. Tym razem za wstęp zapłacimy 2,50 €, ale też i jaskinia jest pokaźniejszych rozmiarów niż poprzednia. 36 krętych schodów doprowadza nas do głębokiej na 8 metrów i szerokiej na 40 dobrze oświetlonej groty. W Xaghra warto odwiedzić również piękny kościół znajdujący się przy rynku z klimatycznymi kawiarniami oraz pobliskie muzeum zabawek.

Po krótkiej przejażdżce dojeżdżamy do największej miejscowości na północy Marsalforn. Jest tu kilka przystani, centrów nurkowych, restauracji, dyskotek i sporych sklepów gdzie warto zatrzymać się na zakupy. Zaraz za Marsalforn znajduje się cel naszej wyprawy Xwejni Bay /szłini bej/. Zatoka ta jest bardzo atrakcyjna zarówno dla nurków jak i dla osób, które chciałyby zażyć kąpieli lub poopalać się na kamienistej plaży. Nad zatoką góruje piękny skalny szczyt, przypominający kapelusz i łagodnie opadający w stronę morza. Skały dookoła, żłobione przez erozję powodowaną naporem wody i wiatrów w czasie zimowych sztormów, tworzą różnorodne, wymyślne kształty.

Xwejni Bay.jpg
Xwejni Bay.jpg (47.92 KiB) Przeglądany 4653 razy


Główna atrakcją nurkową tego miejsca jest Double Arch, czyli spektakularny, podwójny skalny łuk znajdujący się na głębokości pomiędzy 16 a 35 metrem w odległości około 150 metrów od brzegu, dokładnie na północ od miejsca wejścia. Jest kilka możliwości dotarcia do tego miejsca. Najbardziej popularnym jest wejście z miejsca The Washing Mashine, zwanego tak ze względu na powstającą w tej małej zatoczce, wodną kipiel w trakcie silnych, najczęściej występujących tu północno-zachodnich wiatrów. Ponieważ teren ten jest usiany ciągle działającym solankami, gdzie właściciele w tradycyjny sposób pozyskują sól, musimy respektować zakaz wchodzenia do używanych basenów, w drodze do wejścia do wody.
Najczęściej nurkowanie rozpoczyna się od płynięcia po powierzchni do końca płycizny porośniętą trawą Neptuna, mającej w tym miejscu około 15 metrów głębokości. Miejsce gdzie powinniśmy rozpocząć nurkowanie będzie widoczne z powierzchni. Musimy pamiętać o często występujących, dość silnych prądach, skutecznie utrudniających lub wręcz uniemożliwiających płynięcie. Jeśli nie czujemy się na siłach lub dość szybko zużywamy powietrze, powinniśmy rozważyć w tej sytuacji zmianę planu nurkowego i pozostanie na mniejszej głębokości. Po zejściu na skraj rafy, rozpoczynamy zanurzenie do 25 metrów i opływamy skałę, której szczyt znajduje się na 16 metrach i tworzy górną krawędź wyższego łuku. Dno dookoła znajduje się na 40 metrach.

Jest to miejsce, które upatrzyły sobie ławice polujących barakud i ogromne groupery, ukrywające się pomiędzy skałami przy dnie. Od czasu do czasu można spotkać tu ponad metrowe płaszczki unoszące się majestatycznie na tle łuków. Po okrążeniu skały dopływamy do łuków i w zależności od naszych możliwości przepływamy pod nimi dozując odpowiednią dla nas głębokość. Dolny łuk jest na około 35 metrach, górny mniej więcej 10 metrów płycej. Po opłynięciu Double Arch, wracamy do brzegu kontrolując kierunek kompasem, ponieważ przez kilkadziesiąt metrów będziemy musieli płynąć nad jednolitym trawiastym dnem, gdzie trudno bez wprawy utrzymać właściwy kurs. Zwykle miejscem wyjścia jest Xwejni Bay, ze względu na bardzo ładne ukształtowanie dna przy ujściu zatoki. Żółta skała została tutaj wyżłobiona przez spływającą wodę w niesamowite wąwozy i skalne labirynty a bliżej brzegu ukrywa się sporo muren, ośmiornic i mątw. Sama zatoka ma mniej więcej 2-8 metrów głębokości i również jest wyśmienitym miejscem na szkolenia dla początkujących oraz bardzo popularnym miejscem na nurkowania nocne.

Rybka w Xwejni Bay.jpg
Rybka w Xwejni Bay.jpg (39.96 KiB) Przeglądany 4653 razy


Jeszcze kilka słów o „białym złocie”. Teren przy zatoce jest jednym z większych na Gozo, gdzie tradycyjną metodą pozyskuje się morską sól. Naturalna metoda produkcji soli, stosowana już od czasów rzymskich, nadal odgrywa znaczącą rolę dla gospodarki wyspy. Rodzina Cini, która eksploatuje 350 solankowych basenów przy Xwejni Bay, robi to od pokoleń nieprzerwanie od 150 lat. Wraz z nadchodzącymi upałami, kwatery napełnia się wodą już mniej tradycyjnie bo motopompą i czeka się do momentu kiedy odparuje, tworząc na słońcu kryształy soli, skrzętnie zbierane później przez właścicieli. Z jednej takiej kwatery można zebrać około 4 kilogramów soli. Solne zbiory trwają tutaj między majem a wrześniem. Jeśli chcemy kupić sobie małą pamiątkę, właściciel co jakiś czas ustawia swój mały stragan przy brzegu drogi i sprzedaje sól w ładnie zapakowanych materiałowych woreczkach.
W sezonie, przy parkingu, otwarty jest mały snack bar, gdzie możemy coś przekąsić po nurkowaniu oraz wreszcie skorzystać z toalety.

Cdn.
Piotr Kuba Jakubczak
e-mail: piotr.jakubczak@kraken.pl
Awatar użytkownika
Piotr_Kuba
Klubowicz Krakena
Klubowicz Krakena
 
Posty: 200
Rejestracja: 2008-08-15, 18:07
Lokalizacja: Kraków
Płeć: Mężczyzna
Stopień nurkowy: IDC STAFF

Reqqa Point, Billinghurst Cave, Cathedral Cave

Postautor: Piotr_Kuba » 2014-06-28, 17:53

Na naszą ostatnią wycieczkę po Gozo, wybrałem trzy wyjątkowe miejsca nurkowe znajdujące się w najbardziej wysuniętej na północ części wyspy. Każde z nich położone jest wśród wysokich klifów i posiada swoje specyficzne dojście do miejsca wejścia/wyjścia. Jest to w jakimś sensie utrudnienie, dodające jednak smaczku nurkowaniom w tych lokalizacjach.

Wyprawę rozpoczniemy od miejsca zbliżonego najbardziej do Sycylii, wychodzącego w morze cypla o nazwie Reqqa Point /reha point/. Dookoła rozpościera się iście księżycowy krajobraz skał wyrzeźbionych przez wiatr i morze oraz starych, nie będących już w użyciu basenów solankowych. Dojazd na miejsce wymaga silnych nerwów i wysoko zawieszonego samochodu, ponieważ mocno nachylona skalna droga poprzecinana jest w kilku punktach rynnami doprowadzającymi wodę do solnych kwater. O ile bazowe ciężarówki i samochody terenowe świetnie dają sobie radę z tymi przeciwnościami, to małymi osobówkami z wypożyczalni raczej nie radziłbym się tu zapędzać. Jeśli pogoda sprzyja, parking będzie mocno oblegany samochodami z centrów nurkowych. Nie martwmy się jednak, ponieważ najbardziej liczne grupy, „rozmywają” się w tej ogromnej, podwodnej przestrzeni, którą oferuje nam Reqqa.

Reqqua Point.jpg
Reqqua Point.jpg (65.94 KiB) Przeglądany 4653 razy


Standardowo rozpoczynamy nurkowanie wskakując do wody z prawej strony cypla lub schodząc po znajdującej się na ścianie klifu drabince. Dno w tym miejscu ma około 25 metrów głębokości, a ściany opadają pionowo do dna. Zanurzamy się mając ścianę po lewej stronie. Na końcu cypla mijamy ogromny głaz, który ze skałą tworzy ciekawe przepłynięcie. Najdogodniej będzie płynąć pomiędzy 25 a 30 metrem, ze względu na ukształtowanie terenu. Po kilku minutach dopływamy do podstawy dużego, podwodnego płaskowyżu, skupiającego wokół siebie ławice małych ryb, które z kolei przyciągają polujące amberjack’i. Koniec plateau wygląda tutaj jak rufa dużego statku. U podnóża znajdziemy wejście do tajemniczej jaskini, którą opiszę poniżej. Dookoła, pomiędzy rozsianymi, ogromnymi głazami należy wypatrywać największych w okolicy grouperów. Okrążamy płaskowyż, dopływając do miejsca, gdzie pionowa już ściana zakręca ostro w prawo. Tutaj na głębokości 35 metrów znajduje się płytka Shrimp Cave, gdzie jak sama nazwa wskazuje, powinniśmy spotkać krewetki zamieszkujące ściany jaskini. Zwracając uwagę na limity, dopływamy do miejsca, gdzie przy pionowym pęknięciu w ścianie powinniśmy zawrócić i zmniejszyć głębokość do 18 metrów. Utrzymując ten poziom, zawracamy nad plateau i rozglądamy się w toni za czymś ciekawym.

Na przełomie sierpnia i września można tu na przykład spotkać żółwie morskie. Płynąc tym razem ze ścianą rafy po prawej stronie, wypływamy za cypel, gdzie właściwie zawsze występuje prąd, w przeciwnym kierunku do naszego. Po jego pokonaniu, zbliżamy się do naszego miejsca wyjścia, z tym że to jeszcze nie koniec nurkowania. Na ścianie po lewej stronie od drabinek, na głębokości około 16 metrów znajduje się komin, do złudzenia przypominający kominki sieci Fiuu z Harry Pottera. Wejście jest bardzo szerokie, tak samo jak pionowa droga prowadząca w górę.
Na 10 i na 7 metrach, znajdują się skośne szczeliny, przez które wydostaniemy się na zewnątrz, dbając o to aby nie uszkodzić pierwszego stopnia automatu o ostre skały. Przystanek na 3-5 metrach spędzamy na zaglądaniu w szczeliny porośnięte koralami. W jednej z nich, znajdującej się najbliżej drabinki, na około 2 metrach spotkamy mieszkającą tam ośmiornicę. Pozostając na przystanku, musimy uważać na unoszące się tu dość często meduzy i ich kilkumetrowe, parzące macki.

Przy płaskim morzu wyjście po drabince nie nastręcza zbyt wielu kłopotów, choć jej twórcy nie do końca przemyśleli projekt, ponieważ drabinka jest umieszczona dość wysoko i przy odpływającej fali pozostaje nad wodą. Opcją wyjścia stąd, jest umieszczenie przed rozpoczęciem nurkowania obciążonej liny na jednej z wystających z cypla rur i wdrapaniu się wraz z nadchodzącą falą na górę. Musimy jednak być ostrożni wybierając tę opcję, ponieważ skały poniżej poziomu wody są bardzo śliskie i ostre.

Dla nurków technicznych polecam uwadze coś niewiarygodnego, miejsce wskazywane przez stałych bywalców jako bezapelacyjny numer 1 tutejszych nurkowisk. The Bottle jest miejscem niezwykłym już jako zjawisko przyrodnicze. W pierwszej chwili, a właściwie do momentu zobaczenia jej na własne oczy, ciężko sobie wyobrazić budowę tej pionowej jaskini. Wejście do niej, znajdujące się na 36 metrach, u podnóża podwodnego plateau i jest właściwie niezauważalne dla przepływającego obok nurka. Nawet z bliska, ciężko domyślić się, że może się tam mieścić ogromnych rozmiarów, podwodny komin. Nurek z butlą na plecach musi zmieścić się w szczelinie pozostawiającej niewielki zapas przestrzeni, wpływając tam na dodatek głową w dół. W środku, poza słabym światłem wpadającym ze szczeliny, panuje całkowita ciemność przez kilkanaście metrów w głąb. Szerokość komina zwiększa się wraz z głębokością z 2 i pół do około 4 metrów średnicy. Na ścianach wewnątrz spotkamy krewetki oraz różnokolorowe miękkie korale i ukwiały. Opadając w dół, w pewnym momencie, po lewej stronie od wejścia, zobaczymy światło wyjścia znajdujące się na piaszczystym dnie na 57 metrach. Jest ono wystarczających rozmiarów, aby zająć się widokami a nie zastanawianiem czy zdołamy się przez nie przecisnąć. W miejscu wyjścia, gdzie zbiegają się dwie ściany, tworząc mały zaułek, często możemy spotkać dużego groupera bądź murenę. Piaszczyste dno opada od tego miejsca bardzo łagodnie jeszcze głębiej a my, trzymając się lewej strony, rozpoczynamy powolne wynurzanie. Pionowa ściana po lewo, wznosi się dość leniwie i po kilkudziesięciu metrach zakręca jeszcze bardziej, wskazując nam kierunek wynurzania, pośród ogromnych głazów, prosto do miejsca, gdzie rozpoczęliśmy eksplorację jaskini. Dalsza droga jest nam już znana z poprzedniego opisu.

Billinghurst Cave.jpg
Billinghurst Cave.jpg (90.45 KiB) Przeglądany 4653 razy


Kolejne miejsce znajduje się kilkadziesiąt metrów dalej, w małej zatoczce otoczonej przez skały. Taka budowa miejsca o nazwie Billinhurst Cave pozwala na wejście do wody, kiedy północny wiatr uniemożliwia skorzystanie z zejścia przy Reqqa Point. Zejście do wody, mimo że bardziej strome, jest tu nieco łatwiejsze niż poprzednie, dzięki zamontowanej poręczy. Sama jaskinia zaczyna się pod wodą sklepieniem na około 14 metrach a kończy dnem na 25. Długość jaskini opisywana jest na 100 metrów w głąb. Przy kilkunastometrowej szerokości pieczary, możemy się w niej poruszać z dużą swobodą w kilkuosobowej grupie, zachowując podstawowe zasady bezpieczeństwa. Pofalowane, żwirowe dno jaskini, doprowadza nas do miejsca, gdzie rozpoczynają się wielkie głazy, a dno zaczyna piąć się ku górze. W tym miejscu najbezpieczniej będzie zawrócić, póki widzimy światło wejścia. Po kilkunastu minutach dopływamy do skraju jaskini i wybieramy jeden z dostępnych kierunków płynięcia. W prawo dopłyniemy wzdłuż pionowej ściany do plateau przy Reqqa Point, w lewo z kolei, również wzdłuż ściany możemy pokusić się o odnalezienie spoczywającego na 54 metrach wraku Maruti Gypsy. Wszystko zależy od naszych upodobań i możliwości.

Ostatnim z opisywanych przeze mnie miejsc nurkowych, będzie wąwóz Wied il-Ghasri /wid il asri/ z przepiękną jaskinią Cathedral Cave. Dojazd do tego miejsca jest bardzo dobrze ukryty, więc dobrze będzie skorzystać z przewodnika lub trzymać się cały czas prawej strony w drodze z Reqqa Point do Ghasri, aż do znalezienia bardzo niepozornej i dziurawej, polnej dróżki odchodzącej przed jednym z zakrętów w prawo. Po dość wyboistej drodze, czeka nas piękny widok głębokiego, długiego wąwozu oraz prowadzące na dół wąskie schody. Stopni naliczymy nieco ponad 90. Żwirowe dno i malutka plaża z zaskakującą, skalną wnęką zaraz przy brzegu pozwalającą schronić się przed palącym słońcem, przekonują wiele osób do przebrnięcia tych wszystkich stopni, żeby spędzić tu miłe przedpołudnie.

Jedyne co zachęca nurków do pokonania tej piekielnej drogi powrotnej, to podwodna jaskinia. Aby się do niej dostać, musimy dopłynąć do końca zatoki i skręcić w prawo. Dość często widoczność na początku wąwozu jest stosunkowo słaba, dlatego moment zanurzenia dobieramy w zależności od tego czynnika. Jeśli już widzimy dno z powierzchni, możemy rozpocząć nurkowanie.

Maksymalna głębokość zatoczki to około 10 metrów na jej końcu. Proponuję, aby zostać na mniej więcej 8 metrach, ponieważ na jej końcu zwałowisko skał, zmusza nas do ponownego wypłynięcia na tę głębokość. Z metra na metr, przejrzystość wody jest coraz lepsza, kiedy dopływamy do otwartego morza. Mijamy ogromny głaz zalegający u wejścia do zatoki z prawej strony i trzymając się głębokości 18 metrów i ściany po prawej, po kilkunastu minutach dopływamy do Cathedral Cave.

Cathedral Cave.jpg
Cathedral Cave.jpg (11.02 KiB) Przeglądany 4653 razy


Wejście do jaskini jest bardzo duże i zaczyna się na 18 metrach. Wnętrze uściełane dużymi głazami, pnie się dość stromo do góry, osiągając w pewnym momencie 3-5 metrów. W tym miejscu możemy się bezpiecznie wynurzyć i obejrzeć sklepienie jaskini z małym prześwitem nad wejściem, które doprowadza do środka świeże powietrze. Wiele osób korzysta z okazji i próbuje swoich wokalnych możliwości, sprawdzając efekty akustyczne w jaskini. Osoby mające problemy z wyrównaniem ciśnienia, często mają problem z ponownym zanurzeniem, więc każdy powinien zadecydować samodzielnie, czy chce to zrobić czy nie. Zanurzamy się ponownie i po wypłynięciu z jaskini, wybieramy powrotną drogę w lewo, albo płyniemy jeszcze pewien odcinek drogi w prawo, wydłużając nieco trasę nurkowania. Obszar naprzeciwko jaskini schodzi nawet do 45 metrów, ale pamiętajmy, że przed nami jeszcze długa droga powrotu i wyczekujące na nas z satysfakcją 90 stromych stopni. Po powrocie na górę, możemy udać się na zasłużony posiłek i wieczorną pintę Ciska.

Na tym zakończę wspólną, roczną podróż na Gozo, mając nadzieję, że informacje zawarte w artykułach, okazały bądź okażą się przydatne w podróży do tego wyjątkowego miejsca. Mam świadomość, że nie są to wszystkie atrakcje i wszystkie podwodne miejsca, które skrywa Gozo, więc jest kolejny powód, aby tam pojechać.

:mrgreen:
Piotr Kuba Jakubczak
e-mail: piotr.jakubczak@kraken.pl
Awatar użytkownika
Piotr_Kuba
Klubowicz Krakena
Klubowicz Krakena
 
Posty: 200
Rejestracja: 2008-08-15, 18:07
Lokalizacja: Kraków
Płeć: Mężczyzna
Stopień nurkowy: IDC STAFF

Re: Nurkowanie i wakacje na GOZO

Postautor: wituka » 2018-05-17, 22:37

Piotr niesamowity opis,
dziekuje - pomyśle nad tym kierunkiem, bo rewelacyjne miejsce wychodzi z Twojego opisu
wituka
Klubowicz Krakena
Klubowicz Krakena
 
Posty: 1
Rejestracja: 2018-05-17, 12:22
Płeć: Kobieta


Wróć do Miejsca nurkowe

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości

cron